Historie spod kapelusza 🎩
2 stycznia 2026 roku. Za oknem zima udaje, że jest groźna, a ja siedzę z albumem na kolanach i wpadam w kapeluszowy wir wspomnień. Przewracam kolejne strony i nagle dociera do mnie, że liczba kapeluszy, które wykonałam przez te wszystkie lata, dawno wymknęła się spod kontroli. Jest ich tyle, że nawet kalkulator odmówiłby współpracy😁 Każdy kapelusz ma swoją historię i, co tu dużo mówić, swoje pochodzenie botaniczne. Kapelusze z gałęzi brzozy były lekkie i jasne jak wiosenny poranek. Inne powstały z wierzby płaczącej, która chyba naprawdę płakała, gdy ją zaplatałam. Trafiła się nawet wierzba mandżurska — tak egzotyczna, że kapelusz sam chciał wyruszyć w podróż dookoła świata. A winobluszcz? Ten to dopiero był spryciarz — wił się, skręcał i miał własne zdanie na temat formy. Tworzę nakrycia głowy o różnych kształtach i charakterach — od delikatnych, kwiatowych form, przez praktyczne czapki z daszkiem, eleganckie dams...