Posty

Z pamiętnika Mistrzyni od Patyków. Dlaczego wiek to tylko liczba, a gałęzie nie lubią ogniska

Obraz
Mam 65 lat, a wciąż czuję w sobie ogromną chęć tworzenia – i to taką, że czasem sama za sobą nie nadążam. Chcę robić więcej, lepiej, inaczej, a pomysłów ciągle przybywa. Ostatnio ktoś mnie nawet nazwał „mistrzynią od patyków”. Przyznam, że najpierw się roześmiałam, a potem pomyślałam… coś w tym jest! Bo u mnie zwykłe gałęzie, patyki i inne „leśne skarby”, zamiast trafiać na ognisko, dostają drugie życie. Tym razem nowe życie otrzymała wiolonczela, którą stworzyłam z gałęzi wierzby płaczącej. Pomalowałam ją farbą w sprayu na kolor różowy, bo – jak wiadomo – w tym roku mój ogród ma właśnie taki cukierkowy klimat. Lubię tę swoją twórczą nieprzewidywalność. Jednego dnia mam w głowie małą ozdobę, a drugiego kończy się na tym, że cała rodzina patrzy i pyta: „To tak miało wyglądać?”. A ja z pełną powagą odpowiadam, że oczywiście – dokładnie tak! Wiem, że jedyną rzeczą, która może mnie zatrzymać, jest zdrowie. Dlatego staram się korzy...

Małe gałązki, wielkie historie

Obraz
Czy można zamknąć miłość i wspomnienia w kilku splecionych gałązkach? W moim ogrodzie wszystko zaczyna się od jednej małej gałązki i odrobiny wyobraźni… Dzielę się z Wami kilkoma zdjęciami przedstawiającymi jedną z moich ogrodowych scenek. Może wyda się to komuś zabawne, ale już od dzieciństwa z wielką radością zbierałam kwiaty i tworzyłam z nich drobne dekoracje. Zawsze zachwycało mnie, jak z prostych darów natury można wyczarować coś pięknego i wyjątkowego. Ta miłość do kreowania świata została ze mną na całe życie, a na emeryturze rozkwitła jeszcze mocniej. Dziś z ogromną czułością aranżuję w ogrodzie całe przestrzenie oraz większe rzeźby z gałęzi. To dla mnie nie tylko pasja, ale przede wszystkim chwile spokoju, wdzięczności i bliskości z naturą. Kiedy tworzę, świat wokół cichnie, a w sercu rodzi się harmonia. Najczęściej wykorzystuję gałęzie wierzby, brzozy, olchy oraz winobluszczu. To z nich powstają postacie, które zamieszkują mój ogród, nadając mu bajkowy, pełen życia charakter...

Moje małe „ministerstwo kwiatów”

Obraz
Wystarczyło jedno przekroczenie furtki dzisiejszego ranka, by czas całkowicie zwolnił bieg. Powietrze było tak gęste od słodkiego, intensywnego aromatu róż, że aż zakręciło mi się w głowie. To właśnie czerwiec — miesiąc, na który czekam przez całą zimę i w którym moje „ministerstwo kwiatów” rozkwita najpiękniej, otulając przestrzeń feerią barw, zapachów i wzruszeń. Każdego dnia dzieje się tu coś nowego, a ja chłonę te chwile całym sercem. Róże właśnie prezentują całe swoje piękno i patrzę na nie z zachwytem. Niektóre krzewy są obsypane pąkami tak obficie, jakby chciały wynagrodzić mi długie miesiące tęsknoty. Serce rośnie, gdy widzę, jak cudownie odwdzięczają się za troskę i opiekę. Jednak największą radość dają mi rośliny wyhodowane od maleńkiego nasionka. Jest w tym coś niezwykle poruszającego. Wziąć do ręki niemal niewidoczną drobinkę życia, a potem observarować, jak dzień po dniu nabiera siły, rośnie i rozkwita. To prawdziwa magia natury. Za każd...

Jeszcze przed deszczem...

Obraz
Czerwiec to bez wątpienia magiczny czas, kiedy ogród pokazuje swoje najpiękniejsze, najbardziej bujne oblicze. Z każdym dniem, a wręcz z każdą godziną, na rabatach przybywa kolorów. Przestrzeń wokół domu zmienia się niemal na naszych oczach, jakby natura spieszyła się, by zaprezentować całą swoją paletę barw. W tym czerwcowym spektaklu pierwsze skrzypce grają dumne naparstnice, fioletowe kępy wczesnych odmian szałwii, pachnące róże, pierwsze dalie, polne maki oraz aromatyczna lawenda. To niesamowita, żywa mozaika odcieni i zapachów, która potrafi zawrócić w głowie. Moją szczególną uwagę przykuwa w tym roku również dereń — jego krzewy dosłownie rozświetlają ciemniejsze zakątki ogrodu nieskazitelną bielą swoich urokliwych podsadek. Prawdziwą niespodziankę przygotowało jednak otoczenie oczka wodnego. To tam zakwitł rabarbar dłoniasty, który w tym sezonie przeszedł samego siebie. Wyr...

Cukierkowy ogród wyobraźni

Obraz
W moim cudnym, cukierkowym ogródku znów zaszły drobne „przestawki sceniczne”. Na trawie, w ogrodowym salonie, ustawiłam tańczącą parę — bo jak się ma ogród, to i bal czasem sam się urządza. On wystrojony w winobluszczowy garnitur, z muchą na odpowiednim poziomie elegancji i butami z wierzby płaczącej, które pewnie same by zapłakały, gdyby mogły. Ona w długiej j sukni i wytwornym kapeluszu, jakby właśnie zeszła z parkietu, ale zapomniała, że parkietem jest trawa. Niedaleko, przy oczku wodnym, na stołku rozsiadła się moja rzeźba kobiety w fioletowej, ażurowej spódnicy. Trzyma saksofon i gra dla całego ogrodu — przynajmniej w mojej wyobraźni, bo na szczęście nikt nie każe mi płacić za prawa autorskie do tej melodii. Przy pergoli stoi mała dziewczynka w różowej sukience, z czerwonym lizakiem w dłoni. Pełni bardzo ważną funkcję: wita gości i pilnuje, żeby nikt nie wyszedł zbyt szybko z tego zaczarowanego miejsca. ...

Tam, gdzie mieszkają wróżki

Obraz
Wczoraj odwiedziła mnie znajoma. Gdy tylko przekroczyła furtkę mojego maleńkiego ogrodu, zatrzymała się na chwilę i rozejrzała wokół z prawdziwym zachwytem. Przez dłuższy moment nie mogła wydobyć z siebie słowa. W końcu uśmiechnęła się i powiedziała cicho: — Iwona… ja się tu czuję jak w zaczarowanym ogrodzie, w którym mieszkają wróżki i kwiaty większe od ludzi. Patrzyła wokół z niedowierzaniem. Gdzie tylko spojrzała, dostrzegała coś niezwykłego — splątane pnącza tworzące fantazyjne kształty, gałęzie zamienione w dekoracje i rzeźby, które wyglądały, jakby miały za chwilę ożyć. Najbardziej zdumiało ją to, że wszystko, co widzi, powstało własnymi rękami — z prostych gałązek, wikliny i pnączy, które dla innych byłyby tylko zwykłym materiałem z ogrodu. Nie mogła uwierzyć, że z takich niepozornych rzeczy można stworzyć ogromne rzeźby niemal ludzkich rozmiarów. Zachwycała się także kolo...

Czerwony klucz do ogrodu

Obraz
Siedzę w moim różowym, bujanym fotelu, który kołysze się tak delikatnie, że czuję się jak królowa balu na statku kosmicznym. Zamiast patrzeć na morze, podziwiam ogród, który z dnia na dzień staje się coraz bardziej imponujący — jakby kwiaty i rośliny w końcu postanowiły dorosnąć do swojej „szacownej” roli. Dziś glicynia — roślina, którą zasadziłam, gdy miałam więcej entuzjazmu niż zdrowego rozsądku (czyli jakieś trzy lata temu, jeśli dobrze liczę) — w końcu postanowiła pokazać, co potrafi. Jej długie, fioletowe grona wyglądają tak, jakby ktoś rozsypał na pnączach garść magicznych, płonących gwiazd. „No dobrze, teraz to już można mówić o sukcesie!” — myślę, dumna ze swojego ogrodniczego geniuszu😁 W ogrodzie nie próżnują też inne rośliny. Żurawki, te małe liściaste uparciuchy, wypuszczają świeżutkie zielone listki, jakby zrzucały wiosenne piżamy i szykowały się do wyjścia na scenę. Niektóre z nich już przygotowują się do kwitnienia. Kwiaty zawsze wiedzą, ...