Posty

Sekret, który skrywał pchli targ

Obraz
Czy wierzycie w to, że przedmioty mają duszę i same wybierają swoich właścicieli? Ja po ostatnich wydarzeniach jestem tego pewna!😁 Jakieś dwa tygodnie temu wybrałam się na pchli targ w Warzymicach koło Szczecina. Uwielbiam te miejsca – mogłabym tam buszować całymi godzinami, przeszukiwać tysiące zapomnianych przedmiotów i z dreszczykiem emocji targować się o prawdziwe perełki. I wyobraźcie sobie, że nagle, w tym całym gąszczu staroci, poczułam na sobie czyjś... wzrok. Spojrzałam w dół i dosłownie zamarłam z zachwytu. Spod warstwy kurzu wyłonił się on – przepiękny, niemal stuletni wózek dla lalek z głębokich lat 30. Wyglądał, jakby czekał tam właśnie na mnie! Moje serce ogrodowej czarodziejki zabiło mocniej. Wiedziałam, że nie wrócę bez niego do domu. Ale to miejsce nie chciało mnie tak łatwo wypuścić! Chwilę później moją uwagę przykuła ogromna, tajemnicza, bardzo stara walizka. Miała w sobie coś tak m...

Pod batutą natury i bębenka 🎶

Obraz
Bum, bum, bum! Słyszycie ten rytm? Obok mojego trzydziestoletniego iglaka stoi rzeźba kobiety utkana z gałęzi, która tym razem rytmicznie gra na bębenku, jakby chciała dodać mi odwagi. A ta odwaga bardzo mi się dziś przyda... Powiedzmy sobie szczerze: nie znoszę przycinać iglaków. Robię to wyłącznie z wyższej konieczności i instynktu przetrwania – po to, żeby potwory nie pożarły reszty działki. Jak już wiecie, mój zielony zakątek jest raczej kameralny. Tutaj każdy centymetr kwadratowy to luksus, na który rośliny muszą sobie ciężko zapracować. Weźmy na przykład tego żywotnika ze zdjęcia. Ma co najmniej trzydzieści lat, choć dzięki moim regularnym zabiegom odmładzającym kompletnie tego po nim nie widać! Dwa razy w roku bawię się w jego osobistą stylistkę. Obecnie roślina z dumą prezentuje kształt przypominający znak zapytania. Moim zdaniem dodaje mu to artystycznego wyrazu i unikalnego charakteru (albo po prostu pyta, co ja znowu kombinuję). ...

Z pamiętnika Mistrzyni od Patyków. Dlaczego wiek to tylko liczba, a gałęzie nie lubią ogniska

Obraz
Mam 65 lat, a wciąż czuję w sobie ogromną chęć tworzenia – i to taką, że czasem sama za sobą nie nadążam. Chcę robić więcej, lepiej, inaczej, a pomysłów ciągle przybywa. Ostatnio ktoś mnie nawet nazwał „mistrzynią od patyków”. Przyznam, że najpierw się roześmiałam, a potem pomyślałam… coś w tym jest! Bo u mnie zwykłe gałęzie, patyki i inne „leśne skarby”, zamiast trafiać na ognisko, dostają drugie życie. Tym razem nowe życie otrzymała wiolonczela, którą stworzyłam z gałęzi wierzby płaczącej. Pomalowałam ją farbą w sprayu na kolor różowy, bo – jak wiadomo – w tym roku mój ogród ma właśnie taki cukierkowy klimat. Lubię tę swoją twórczą nieprzewidywalność. Jednego dnia mam w głowie małą ozdobę, a drugiego kończy się na tym, że cała rodzina patrzy i pyta: „To tak miało wyglądać?”. A ja z pełną powagą odpowiadam, że oczywiście – dokładnie tak! Wiem, że jedyną rzeczą, która może mnie zatrzymać, jest zdrowie. Dlatego staram się korzy...

Małe gałązki, wielkie historie

Obraz
Czy można zamknąć miłość i wspomnienia w kilku splecionych gałązkach? W moim ogrodzie wszystko zaczyna się od jednej małej gałązki i odrobiny wyobraźni… Dzielę się z Wami kilkoma zdjęciami przedstawiającymi jedną z moich ogrodowych scenek. Może wyda się to komuś zabawne, ale już od dzieciństwa z wielką radością zbierałam kwiaty i tworzyłam z nich drobne dekoracje. Zawsze zachwycało mnie, jak z prostych darów natury można wyczarować coś pięknego i wyjątkowego. Ta miłość do kreowania świata została ze mną na całe życie, a na emeryturze rozkwitła jeszcze mocniej. Dziś z ogromną czułością aranżuję w ogrodzie całe przestrzenie oraz większe rzeźby z gałęzi. To dla mnie nie tylko pasja, ale przede wszystkim chwile spokoju, wdzięczności i bliskości z naturą. Kiedy tworzę, świat wokół cichnie, a w sercu rodzi się harmonia. Najczęściej wykorzystuję gałęzie wierzby, brzozy, olchy oraz winobluszczu. To z nich powstają postacie, które zamieszkują mój ogród, nadając mu bajkowy, pełen życia charakter...

Moje małe „ministerstwo kwiatów”

Obraz
Wystarczyło jedno przekroczenie furtki dzisiejszego ranka, by czas całkowicie zwolnił bieg. Powietrze było tak gęste od słodkiego, intensywnego aromatu róż, że aż zakręciło mi się w głowie. To właśnie czerwiec — miesiąc, na który czekam przez całą zimę i w którym moje „ministerstwo kwiatów” rozkwita najpiękniej, otulając przestrzeń feerią barw, zapachów i wzruszeń. Każdego dnia dzieje się tu coś nowego, a ja chłonę te chwile całym sercem. Róże właśnie prezentują całe swoje piękno i patrzę na nie z zachwytem. Niektóre krzewy są obsypane pąkami tak obficie, jakby chciały wynagrodzić mi długie miesiące tęsknoty. Serce rośnie, gdy widzę, jak cudownie odwdzięczają się za troskę i opiekę. Jednak największą radość dają mi rośliny wyhodowane od maleńkiego nasionka. Jest w tym coś niezwykle poruszającego. Wziąć do ręki niemal niewidoczną drobinkę życia, a potem observarować, jak dzień po dniu nabiera siły, rośnie i rozkwita. To prawdziwa magia natury. Za każd...

Jeszcze przed deszczem...

Obraz
Czerwiec to bez wątpienia magiczny czas, kiedy ogród pokazuje swoje najpiękniejsze, najbardziej bujne oblicze. Z każdym dniem, a wręcz z każdą godziną, na rabatach przybywa kolorów. Przestrzeń wokół domu zmienia się niemal na naszych oczach, jakby natura spieszyła się, by zaprezentować całą swoją paletę barw. W tym czerwcowym spektaklu pierwsze skrzypce grają dumne naparstnice, fioletowe kępy wczesnych odmian szałwii, pachnące róże, pierwsze dalie, polne maki oraz aromatyczna lawenda. To niesamowita, żywa mozaika odcieni i zapachów, która potrafi zawrócić w głowie. Moją szczególną uwagę przykuwa w tym roku również dereń — jego krzewy dosłownie rozświetlają ciemniejsze zakątki ogrodu nieskazitelną bielą swoich urokliwych podsadek. Prawdziwą niespodziankę przygotowało jednak otoczenie oczka wodnego. To tam zakwitł rabarbar dłoniasty, który w tym sezonie przeszedł samego siebie. Wyr...

Cukierkowy ogród wyobraźni

Obraz
W moim cudnym, cukierkowym ogródku znów zaszły drobne „przestawki sceniczne”. Na trawie, w ogrodowym salonie, ustawiłam tańczącą parę — bo jak się ma ogród, to i bal czasem sam się urządza. On wystrojony w winobluszczowy garnitur, z muchą na odpowiednim poziomie elegancji i butami z wierzby płaczącej, które pewnie same by zapłakały, gdyby mogły. Ona w długiej j sukni i wytwornym kapeluszu, jakby właśnie zeszła z parkietu, ale zapomniała, że parkietem jest trawa. Niedaleko, przy oczku wodnym, na stołku rozsiadła się moja rzeźba kobiety w fioletowej, ażurowej spódnicy. Trzyma saksofon i gra dla całego ogrodu — przynajmniej w mojej wyobraźni, bo na szczęście nikt nie każe mi płacić za prawa autorskie do tej melodii. Przy pergoli stoi mała dziewczynka w różowej sukience, z czerwonym lizakiem w dłoni. Pełni bardzo ważną funkcję: wita gości i pilnuje, żeby nikt nie wyszedł zbyt szybko z tego zaczarowanego miejsca. ...