Ogród, kropki i odrobina szaleństwa
Mój ogród już na pierwszy rzut oka zdradza, że rządzi w nim kobieca ręka. A właściwie — obie ręce, bo są wiecznie zajęte. Na każdym kroku czają się dekoracje, które własnoręcznie wyczarowałam z gałęzi, pnączy i wszystkiego, co akurat nie uciekło mi spod sekatora. Przez długi czas byłam przekonana, że są one jedynie skromnym tłem dla roślin. Tak sobie to tłumaczyłam… kilka lat temu. Dziś podejrzewam, że role nieco się odwróciły, ale ciii — nie mówmy tego głośno. Żeby było jasne: kocham i rośliny, i dekoracje. Nie wyobrażam sobie ogrodu bez zieleni, tak samo jak bez moich twórczych „wstawek”. One po prostu muszą współistnieć — jak dobra para sąsiadów, którzy czasem się przekomarzają, ale bez siebie ani rusz. Niekiedy zdarza się, że kwiaty kwitną w tak nieoczekiwanych miejscach, że aż trzeba je przepychać łokciami, by znaleźć swoje ulubione dekoracje. I wiecie co? Wcale mi to nie przeszkadza — im bardziej chaotycznie, tym ciekawiej. Wśród moich ulubionych dekoracji prym wiodą ...