Ogród, kropki i odrobina szaleństwa

Mój ogród już na pierwszy rzut oka zdradza, że rządzi w nim kobieca ręka. A właściwie — obie ręce, bo są wiecznie zajęte. Na każdym kroku czają się dekoracje, które własnoręcznie wyczarowałam z gałęzi, pnączy i wszystkiego, co akurat nie uciekło mi spod sekatora. Przez długi czas byłam przekonana, że są one jedynie skromnym tłem dla roślin. Tak sobie to tłumaczyłam… kilka lat temu. Dziś podejrzewam, że role nieco się odwróciły, ale ciii — nie mówmy tego głośno.

Żeby było jasne: kocham i rośliny, i dekoracje. Nie wyobrażam sobie ogrodu bez zieleni, tak samo jak bez moich twórczych „wstawek”. One po prostu muszą współistnieć — jak dobra para sąsiadów, którzy czasem się przekomarzają, ale bez siebie ani rusz. Niekiedy zdarza się, że kwiaty kwitną w tak nieoczekiwanych miejscach, że aż trzeba je przepychać łokciami, by znaleźć swoje ulubione dekoracje. I wiecie co? Wcale mi to nie przeszkadza — im bardziej chaotycznie, tym ciekawiej.

Wśród moich ulubionych dekoracji prym wiodą sukienki — oczywiście nie do noszenia, tylko do podziwiania — oraz rzeźby naturalnych, ludzkich rozmiarów. Niektóre z nich zdają się obserwować mnie tak uważnie, że czasem mam wrażenie, iż ukradkiem komentują moją pracę: „Nieźle, ale tu bym dodał jeszcze jedną kropkę!” A jeśli już mowa o sukienkach, to największą słabość mam do tych w kropeczki. Może dlatego, że sama uwielbiam nosić sukienki w kropeczki — w końcu trzeba było znaleźć jakieś uzasadnienie dla tej małej kolekcji!


Goście często wchodzą do ogrodu i patrzą z lekkim niepokojem: „Czy ktoś tu stoi… czy to tylko kolejna dekoracja?” — czasem sama mam wątpliwości, bo niektóre rzeźby są tak realistyczne, że przy pierwszym spotkaniu trzeba uważnie patrzeć pod nogi, żeby nie potrącić „przechodnia".😂

Rośliny w moim ogrodzie są prawdziwymi gwiazdami. Różnorodność kolorów, zapachów i kształtów sprawia, że każdy krok to mała przygoda. Są tu majestatyczne róże, które wyglądają jak królewskie damy, drobne kwiatki, które puszczają oko do przechodniów, i pnącza wijące się w taki sposób, jakby próbowały zawiązać własne warkocze. Czasami mam wrażenie, że ogród prowadzi ze mną rozmowy — liście szepczą, kwiaty przewracają oczko, a rzeźby wtrącają swoje „trzeba by tu jeszcze coś powiesić!”.

W domu sytuacja wygląda bardzo podobnie. Makramy zwisają z każdego możliwego miejsca, wianki z suszonych kwiatów czają się na ścianach i drzwiach, a niektóre nawet zdają się podglądać, co się dzieje w kuchni. Moja pracownia? To już osobny rozdział — wygląda jakby ktoś zorganizował tu galerię sztuki, a artysta akurat wyszedł na kawę, zostawiając wszystko w tajemniczym nieładzie. Ktoś z zewnątrz mógłby zapytać: „Czy to miejsce pracy, czy wernisaż?” Odpowiedź, jak zwykle, pozostaje moją tajemnicą.

Ale nic na to nie poradzę. Urodziłam się taka. Zawsze coś mnie kusi, prowokuje, szepcze do ucha: „Zrób jeszcze jedną dekorację… tylko jedną…”. I tak powstaje mój świat — trochę zielony, trochę zakręcony i zdecydowanie mój. Każdy listek, każda kropka na sukience i każda rzeźba zdają się mieć własną historię.

Czasem sama nie wiem, gdzie kończą się rośliny, a zaczynają moje dekoracje… i chyba nie chcę tego wiedzieć. Bo w tym właśnie tkwi magia — w chaosie, w drobnych szczegółach, w sukienkach w kropeczki i w rzeźbach, które nie pytają o pozwolenie, by być piękne.

A kiedy słońce zachodzi, a ogród tonie w złotym świetle, lubię stać wśród moich kwiatów i dekoracji i po prostu patrzeć. Patrzeć, jak wszystko razem tworzy mój mały, szalony świat — ogród, kropki i odrobinę szaleństwa.

Pozdrawiam serdecznie, Iwona 🧑‍🌾 

Komentarze

  1. Kropki, kropeczki- śliczne. Ogród chciałabym zobaczyć- wrzuć więcej zdjęć, bo opis brzmi zachęcająco.
    "Urodziłam się taka. Zawsze coś mnie kusi, prowokuje, szepcze do ucha: „Zrób jeszcze jedną dekorację… tylko jedną…”. No właśnie... to jest jakiś imperatyw- zrób jeszcze i jeszcze- jeszcze jednej nie skończyłam, a już mam pomysły na inne np hafty czy gobeliny. Czasu brakuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Kropki i kropeczki to dopiero początek – ogród naprawdę ma swoje zakątki do odkrycia, więc zdjęć będzie coraz więcej. 😊 A Twoje hafty i gobeliny… wow, podziwiam! To niesamowite, że tyle pomysłów potrafisz realizować, a jednocześnie wciąż znajduje się coś nowego do stworzenia. 🌸

      Pozdrawiam i serdeczności ślę 🥰

      Usuń
  2. Piękne dzieła i sztuka pisania powstawania. To jest to co każdy chciałby odczuwać. Serdecznie pozdrawiam Iwonko Bogumiła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak piękne słowa! To ogromna radość wiedzieć, że to, co tworzę, potrafi wzbudzać takie odczucia. Serdecznie pozdrawiam również Ciebie! 🌸

      Usuń
  3. I znowu jest na czym oko zawiesić… Napisz, proszę, jak to się wszystko zaczęło, co spowodowało, że zaczęłaś wyplatać, czyli coś w rodzaju drogi twórczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczęło się to wszystko w latach 70., kiedy jeździłam do babci i dziadka. Tam, w małej wiosce, obserwowałam rzemieślników przy pracy – wyplatanie koszy, tworzenie drobnych cudeniek… To mnie niesamowicie fascynowało. Od tamtej chwili zawsze marzyłam, żeby sama spróbować.
      Pierwsze prace wykonałam mając 11 lat, w 1972 roku. Jestem samoukiem i od tamtej pory uczę się na własnych błędach i doświadczeniach, odkrywając kolejne techniki i sposoby wyplatania. Ta pasja stała się moją drogą twórczą i nigdy się nie znudziła – z każdą kolejną pracą uczyłam się czegoś nowego, a przy tym sprawiała mi ogromną radość.

      Pozdrawiam i serdeczności ślę 🥰

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Choinka mimo wszystko

🌾 Makówka z wierzby płaczącej — lekka jak koronka

2025: rok próby, miłości i siły