Cukierkowy ogród wyobraźni
W moim cudnym, cukierkowym ogródku znów zaszły drobne „przestawki sceniczne”. Na trawie, w ogrodowym salonie, ustawiłam tańczącą parę — bo jak się ma ogród, to i bal czasem sam się urządza. On wystrojony w winobluszczowy garnitur, z muchą na odpowiednim poziomie elegancji i butami z wierzby płaczącej, które pewnie same by zapłakały, gdyby mogły. Ona w długiej j sukni i wytwornym kapeluszu, jakby właśnie zeszła z parkietu, ale zapomniała, że parkietem jest trawa. Niedaleko, przy oczku wodnym, na stołku rozsiadła się moja rzeźba kobiety w fioletowej, ażurowej spódnicy. Trzyma saksofon i gra dla całego ogrodu — przynajmniej w mojej wyobraźni, bo na szczęście nikt nie każe mi płacić za prawa autorskie do tej melodii. Przy pergoli stoi mała dziewczynka w różowej sukience, z czerwonym lizakiem w dłoni. Pełni bardzo ważną funkcję: wita gości i pilnuje, żeby nikt nie wyszedł zbyt szybko z tego zaczarowanego miejsca. ...