Małe cuda codzienności
Był rok 2020. Miałam wtedy włosy do ramion, ciemne i gęste, które miękko opadały na ramiona i plecy. W domu panowała spokojna codzienność. Towarzyszyli mi moi wierni przyjaciele: pies Rudy, zawsze czujny i oddany, oraz Kajtek, kot pełen figlarności, który potrafił rozświetlić najbardziej zwyczajny dzień swoją obecnością.
To wtedy wpadłam na pomysł stworzenia czegoś wyjątkowego. Wzięłam wierzbowy kapelusz i klej na gorąco, a następnie przyklejałam do niego kwiaty hortensji. Każdy płatek przyklejał się z lekkim oporem, a ja czułam, że zostawiam w tym trochę siebie – spokój, radość i czułość. Praca nad kapeluszem szła powoli, ale sprawiała mi radość. Kiedy był gotowy, patrzyłam na niego z zachwytem. Mały przedmiot, a dawał tyle radości.
Zrobiłam też kosz – najpierw z drutu, który nadawał mu kształt, a potem opleciony winobluszczem. Praca wymagała cierpliwości, ale kiedy spojrzałam na gotowy kosz, poczułam dumę. Kosz przetrwał do dziś i wygląda dokładnie tak samo jak wtedy, gdy go skończyłam.
Od dwóch lat zmagam się z chorobą. Moje ciało i twarz noszą ślady leczenia. Włosy już nie są takie jak kiedyś. Nie tęsknię jednak za dawnym wyglądem – mogę być nawet łysa, jeśli tylko moi najbliżsi będą przy mnie. To ich obecność i wsparcie są dla mnie najważniejsze. Za tym tęsknię najbardziej.
Tamtego wrześniowego dnia zdjęcia robiła moja córeczka. Powietrze było lekko złote, a liście powoli przybierały jesienne kolory. Patrząc przez obiektyw, widziałam w jej oczach zachwyt i troskę – te same uczucia, które ja mam wobec świata i wobec niej. Te zdjęcia stały się czymś więcej niż obrazami – mostem między przeszłością a teraźniejszością, między tym, kim byłam wtedy, a tym, kim jestem teraz.
Czas płynie, wszystko się zmienia, ale niektóre rzeczy pozostają. Kapelusz z kwiatami, kosz opleciony winobluszczem, zdjęcia z wrześniowego dnia – to małe skarby, które przypominają mi, że życie składa się z chwil, które warto pamiętać. Rudy i Kajtek, choć już ich nie ma, wciąż obecni są w powietrzu domu i w moich wspomnieniach.
To właśnie te drobne rzeczy i bliskość najbliższych nadają życiu wartość. Nawet jeśli choroba zmienia ciało, nawet jeśli czas przesuwa dni, miłość, troska i drobne cuda – kapelusz, kosz, wspomnienia – pozostają. I to one są najważniejsze.
Masz świętą rację. Czas nie oszczędza nikogo, wszystko przemija, ale dopóki żyjemy, wszystko, co piękne, pozostaje z nami i w nas na zawsze.
OdpowiedzUsuńPięknie to ujęłaś. Dokładnie – wspomnienia i piękne chwile zostają z nami na zawsze, nawet jeśli czas nieubłaganie płynie.
UsuńCzasem to, co pięknego się przeżyło, ratuje nas, gdy robi się ciemno i strasznie.
UsuńBliscy są najważniejsi, a to czy jesteśmy tacy czy oni w wyglądzie nic nie zmienia 😀
OdpowiedzUsuńDokładnie tak! 😊 Bliscy to przede wszystkim serce i obecność, a nie wygląd – to, co naprawdę się liczy, jest niewidoczne dla oka.
UsuńJak pięknie to wszystko opowiedziałaś :). Kochana, ja jestem zdrowa (a przynajmniej tak sądzę), ale też włosy już nie takie jak kilka, kilkanaście lat temu. Przed lustrem nigdy nie spędzałam dużo czasu, nie skupiam się na swoim wyglądzie, więc oznaki upływu czasu nie martwią mnie, dopóki potrafię sama o siebie się zatroszczyć, ogarniam pracę, dom i zwierzaki, mam rozmaite hobby, rodzinę i znajomych, bo to wszystko jest dla mnie ważniejsze niż własne ułomności czy niedostatki. Życie ma różne odsłony, cieszmy się tym, co przynosi nam dobrego, choćby to dobre było bardzo malutkie, bo może to właśnie jest najcenniejsze.
OdpowiedzUsuńKapelusz uplotłaś rewelacyjny! Ależ Ty masz cudowną fantazję :). Przepiękny! Koszyk oczywiście też, nawet już sobie zaczęłam roić, że może spróbuję kiedyś w końcu coś upleść z gałązek z mojego ogrodu. Tyle się tego ścina w sezonie, że aż żal zmarnować.
Ściskam Cię mocno!
Bardzo Ci dziękuję za te piękne słowa.
UsuńMasz wspaniałe podejście do życia – liczy się to, co naprawdę daje radość: zdrowie, rodzina, zwierzaki, pasje i małe codzienne przyjemności. To naprawdę najcenniejsze.
Cieszę się, że kapelusz i koszyk Ci się podobają! 😊 Jeśli kiedyś spróbujesz pleść z gałązek z własnego ogrodu, na pewno powstanie coś pięknego.
Ściskam mocno i życzę dużo ciepła i radości na co dzień.
Widać, jak bardzo potrafisz doceniać drobne chwile i zwykłe przedmioty – kapelusz, kosz, zdjęcia – a nadajesz im taką wagę i piękno, że stają się czymś więcej niż tylko rzeczami. To, że potrafisz czerpać radość i poczucie sensu z takich detali, a jednocześnie docenić bliskość najbliższych, pokazuje ogromną siłę i wrażliwość. Rudy i Kajtek, choć już nieobecni, brzmią w Twojej opowieści jak duchy domowego ciepła – to bardzo piękne.
OdpowiedzUsuńDobrze, że masz wokół siebie kochających bliskich.
OdpowiedzUsuńKapelusz i kosz to prawdziwe dzieła sztuki!
Pozdrawiam serdecznie :)
Ten kapelusz to hortensjowy zawrót głowy :) Czytam i myślę sobie , że jesteś dzielną, silną kobietą i przetrwasz to wszystko co związane z chorobą ... po zakończonym leczeniu organizm się zaczyna regenerować ...jestem pewna , że za jakiś czas znowu będziesz mogła rozpoznać w lustrzanym odbiciu tą siebie, którą byłaś. A tej dzisiejszej sobie dziękuj każdego dnia za to , że jest , że trwa mimo przeciwności, że wykazuje się wielkim hartem ducha i walecznością. Owszem świat zewnętrzny stara się nam pomóc, wspierać, towarzyszyć w takich razach ale jak zapewne już sama wiesz mimo to człowiek i tak jest w takich razach samotny. Sam musi się mierzyć z tym co przyniosła mu choroba...dlatego przede wszystkim nie zapominaj o sobie, dziękuj sobie za wewnętrzną siłę i ducha, które pomagają Ci w jej pokonaniu. Twoja dzisiejsza opowieść ma wiele punktów stycznych z moją jako, że też mam za sobą: chemioterapię /tzw czerwona i biała/ , dwie operacje , radioterapię ...słowem wszystkie te wątpliwe "atrakcje" i dlatego czuję o czym piszesz. Trzymaj się . Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńIleż te Twoje prace wymagają precyzji, cierpliwości, serca… Stąd bierze się ich piękno i niepowtarzalność. I w nich jest Twoja siła.
OdpowiedzUsuńTo prawda, czas nas dotyka mniej lub bardziej. Ważne są jednak wspomnienia, te dobre, do których można zawsze powrócić oglądając fotografie. Twoje prace, przepiękne są dowodem na to że przeszłość, teraz i to co przyjdzie przenikają się.
OdpowiedzUsuńŻyczę by zawsze tak było, by każde Twoje działanie pozostawiało trwały ślad w Twoim sercu.
Serdeczności przesyłam :)
Jestem pod wielkim wrażeniem twojej kreatywności! Ten kapelusz wyszedł genialnie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło! 🤗
Angelika
Podobno zapamiętujemy nie wygląd, a ciepło, zapach i gesty bliskiej osoby.
OdpowiedzUsuńPięknie napisałaś o przemijaniu, a jeśli towarzyszy temu bliskość ukochanych i cudne wspomnienia, to przemijanie nie dotyka tak boleśnie...
Przecudowny kapelusz ... i tyle pracy, godzin, cierpliwości włożonych pewnie w jego wykonanie ... Podobnie jak zresztą w wykonanie tego wspaniałego kosza, który przetrwał wiele - tak jak Ty. Choroba uczy pokory, która przejawia się w każdym Twoim słowie. Choroba zmienia wszystko: miejsca, plany, wersje nas samych. Zabiera rzeczy, które wydawały się stałe, i zostawia pytania, na które nie zawsze mamy odpowiedż. W chorobie nie liczy się to, co mamy ale — kogo mamy obok. Bo jeśli wokół są dobrzy ludzie, tacy, przy których można być sobą bez wysiłku, łatwiej przetrwać trudne chwile... Życzę duuużo zdrówka :-))
OdpowiedzUsuń