Posty

Z gałązek...i z siły, której nie widać

Obraz
Ależ to była praca… chyba najtrudniejsza, z jaką przyszło mi się zmierzyć do tej pory. Ten jegomość z gałęzi brzozy i winobluszczu od samego początku nie dawał za wygraną. Zanim w ogóle nabrał kształtu, powstał jego druciany stelaż – już wtedy stanowił niemałe wyzwanie. A później było tylko trudniej. Miał wyglądać inaczej. W mojej wyobraźni był dopracowany w każdym detalu, lekki, jakby za chwilę miał ożyć. Rzeczywistość jednak napisała własny scenariusz. Dłonie odmawiały posłuszeństwa – każdy ruch, każde zgięcie palców przynosiło ból. Neuropatia nie pozwala o sobie zapomnieć nawet na moment. Czasem sama się dziwię, że wciąż potrafię nimi cokolwiek stworzyć… zwłaszcza po tym wszystkim, co już przeszły. A jednak jest. Powstał. Może niedoskonały, może trochę nieporadny… ale mój. Wypleciony z uporu, bólu i serca. Na koniec udało mi się dodać kilka drobnych detali – żółtą muszkę, buty i kieszonkę z wierzby płaczącej. Te małe akcenty nadały mu charakteru, jakby na przekór wszystk...

Wielkanoc w naturalnym stylu – pisanki z gałązek i brzozowej kory

Obraz
Czas pędzi niesamowicie — do Wielkanocy zostało już tylko 19 dni. To najwyższy moment, aby zacząć szukać wielkanocnych inspiracji. W tym roku nie planuję tworzyć nowych dekoracji, ponieważ wszystkie, które kiedyś zrobiłam, mam do dziś i wciąż pięknie zdobią mój dom oraz ogród. Pomyślałam jednak, że pokażę je ponownie — może kogoś zainspirują do samodzielnego wykonania własnych ozdób. Moje pierwsze pisanki z drutu powstały w 2017 roku. Pamiętam, ile radości sprawiło mi ich tworzenie i jak z prostego materiału zaczęły powstawać delikatne, a zarazem trwałe dekoracje. Największą pisankę wykonałam z gałązek derenia i wierzby. Ozdobiłam ją wyciętymi z kory brzozy elementami — zajączkami, ptakami oraz dekoracyjnymi esami-floresami — które przykleiłam klejem na gorąco. Dzięki temu całość zyskała naturalny, rustykalny charakter. Zrobiłam także mniejsze jajka z gałązek wierzby ...

Drugie życie ogrodowych makówek

Obraz
Od kilku lat w moim ogrodzie królują makówki z wierzby płaczącej. To jedna z tych dekoracji, które szczególnie lubię – proste, naturalne i pięknie wpisujące się w ogrodową przestrzeń. Wierzba ma jednak swoją naturę i pod wpływem pogody z czasem zaczyna się kruszyć. Zazwyczaj taka ozdoba wytrzymuje około czterech lat, zwłaszcza jeśli na zimę uda się ją schować do pomieszczenia. Ale nawet kiedy witki się zestarzeją, wcale nie trzeba wszystkiego wyrzucać. Wystarczy zachować druciany stelaż i ponownie opleść go świeżymi gałązkami. Tak właśnie zrobiłam tej jesieni z moimi starymi makówkami. Dziś rano ustawiłam je w pracowni, żeby pokazać Wam je jeszcze raz. Już niedługo wrócą na swoje miejsce w ogrodzie. Myślę, że kwiecień będzie idealnym momentem – gdy tylko pojawi się trochę zieleni i ogród zacznie powoli budzić się do życia. Bardzo lubię takie naturalne dekoracje. A Wy? Lubicie takie ogrodowe ozdoby? Ostatnio chodzi mi też po głowie pewien ...

Siła w gałązkach

Obraz
Większość ludzi nie ma pojęcia, przez co przechodzą osoby chore na nowotwór. Nikt nie wie, ile trzeba znieść, zanim dotrze się na koniec tej trudnej, onkologicznej drogi. Wiele z nas pokonuje codziennie dziesiątki kilometrów, tylko po to, by móc się leczyć. Ja sama przemierzam trasę 70 kilometrów do poradni onkologicznej – ale nie sama. Zawsze towarzyszy mi mój mąż, który nie odstępuje mnie na krok i daje siłę w tych trudnych dniach. Był miesiąc, kiedy codziennie stawiałam się na radioterapii, innym razem – co dwa tygodnie – na chemioterapii.... Niezliczone badania, pobrania krwi, biopsje… wszystkie te chwile, kiedy niepewność i strach wydawały się nie do zniesienia. Bywały dni, że nie mogłam wstać z łóżka. Każdy mięsień, każdy palec, każda stopa bolała tak bardzo, że wydawało się, że moje ciało przestało do mnie należeć. Choroba zabiera tak wiele – zdrowie, energię, pewność siebie… Ale uczy też czegoś niezwykłego. Pokazuje, kto naprawdę jest przy Tobie, kto trzyma Twoją rękę w ciemnoś...

Historia jednej ogrodowej damy

Obraz
Opowieść o tym, jak dwa kołki stały się sztuką Wszystko zaczęło się w 2014 roku. Zupełnie przypadkiem — z potrzeby chwili i odrobiny fantazji — stworzyłam coś, co na długo zapisało się w historii naszego ogrodu. Z dwóch zwyczajnych kołków, takich, jakie plączą się po działkach i podwórkach, powstała… ona. Ogrodowa dama, którą nazwałam „Nierozpoznawalną”. Dlaczego właśnie tak? Może dlatego, że każdego dnia mogła wyglądać zupełnie inaczej — trudna do zdefiniowania, tajemnicza, nieuchwytna… i bez głowy. Przez ponad dziewięć lat była nieodłączną częścią ogrodowego krajobrazu. Nie tylko zdobiła przestrzeń — ona ją współtworzyła. Zmieniałam jej kreacje zgodnie z porami roku, nastrojem albo po prostu chwilową weną. Spódnice i suknie powstawały z tego, co rosło pod ręką: z traw, hortensji, ziół i kwiatów. Bywała zwiewna i lekka jak letnia łąka, innym razem ciężka od jesiennych barw. Potrafiła pachnieć miętą, dźwięczeć źdźbłami trawy i szeleścić liśćmi. ...

Zimowe marzenia o wiośnie🌸

Obraz
Za oknem zima. Ogród zmarznięty, cichy i nieruchomy. A ja siedzę w swojej pracowni i myślę o tym, jak będzie wyglądał w tym roku. Postanowiłam, że powstanie ogród cukierkowy. Pełen jasnych kolorów, miękkich różów, delikatnych fioletów..... Taki trochę jak z bajki. Nie mogę się już doczekać wiosny. Tego momentu, kiedy wyjdę na zewnątrz i zacznę sadzić pierwsze rośliny. Kiedy będę siać nasiona z nadzieją, że wszystko pięknie wyrośnie. Czekam na zapach świeżo skoszonej trawy i na widook równych, zadbanych grządek. A potem przyjdzie czas na dekoracje. Ustawię moje damy z gałęzi. Pojawią się wielkie, przerysowane kwiaty, dzwonki i inne ozdoby, które dodadzą ogrodowi lekkości i odrobiny fantazji. Wczoraj, żeby choć trochę przybliżyć tę wiosenną atmosferę, zrobiłam kilka zdjęć. Chciałam pokazać moje postacie z gałęzi — delikatne, ażurowe, już gotowe, by w przyszłości zamieszkać w ogrodzie. Na razie jednak mogę tylko planować i marzyć. Zimą zosta...

Mały strażnik ogrodu i serca

Obraz
Dziś jest Dzień Kota. Choć mojego Kajtka nie ma już obok mnie, wciąż czuję, jakby cichutko przechadzał się po mieszkaniu. Czasem wydaje mi się, że zaraz wskoczy na parapet i będzie obserwował świat za oknem, a wieczorem zwinie się w kłębek tuż obok mnie, mrucząc tak, jak tylko on potrafił. Kajtek odszedł, ale miłość do niego została — spokojna, ciepła i wierna. Uwielbiał ogród. Gdy tylko uchylałam drzwi, z gracją przekraczał próg i ruszał między trawy, jakby to było jego własne, zielone królestwo. Słońce odbijało się w jego oczach, a on z ciekawością obserwował każdy ruch liści i każdy szelest w krzakach. Potrafił godzinami wylegiwać się na ciepłej ziemi, wsłuchany w śpiew ptaków, spokojny i szczęśliwy. Lubił też, gdy robiłam mu zdjęcia. Gdy tylko brałam do ręki aparat albo telefon, jakby wiedział, że to jego moment. Ustawiał się bokiem, przekrzywiał lekko głowę, a w jego spojrzeniu pojawiała się ta szczególna iskra. Naprawdę kochał kamer...