Posty

Małe zwycięstwo

Obraz
Wczoraj zrobiłam wianek. Z suszonych kwiatów, na prostym słomianym podkładzie. Niby drobiazg, a jednak kosztował mnie więcej niż zwykle. Czas płynął inaczej, dłonie szybciej się męczyły, myśli częściej uciekały. Każdy ruch wymagał skupienia, każda chwila — zgody na własne tempo. Były momenty, w których chciałam się zatrzymać. Ale nie zatrzymałam się. Zostałam. Dokończyłam. Wplotłam trawę pampasową, fioletowy zatrwian i czarnuszkę. Kwiaty były delikatne, kruche, jakby rozumiały, że tego dnia trzeba obchodzić się z nimi szczególnie czule. Kiedy spojrzałam na gotowy wianek, poczułam ciche zdziwienie i wdzięczność — wyszedł naprawdę nieźle. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że moje dłonie nie zawsze chcą mnie słuchać. Neuropatia sprawia, że czasem palce gubią swoje miejsce i muszę im pomóc, jakby zapomniały drogi, którą znały przez całe życie. Nazwa tego wianka przyszła mi do głowy niemal od razu. „Małe zwycięstwo” — bo powstał mimo bólu, mimo słabości, mimo zmęczenia, które cor...

Suknia z wierzby

Obraz
Pierwszą suknię zrobiłam z wierzby płaczącej. Tak, dobrze czytasz — z wierzby. Był 2 września 2016 roku i, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, ile dokładnie zajęło mi jej wykonanie. Zegary w mojej pracowni po prostu nie istnieją, kiedy w grę wchodzi wena i trochę szaleństwa. Wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie, podczas spaceru z psem. W okolicy torowiska wycinali ogromne drzewa, a ja, jak to ja, spojrzałam na leżące gałęzie i pomyślałam: „Hej, może by tak zrobić z tego coś fajnego?”. Podeszłam, zapytałam, czy mogę wziąć kilka witek wierzby i… dostałam zielone światło. Patrząc na te sterty gałęzi, pomyślałam: „No dobra, skoro wierzby tyle, to czemu by nie zrobić sukni?” I tak powstał plan. Najpierw powstał stelaż z cienkiego drutu wiązałkowego. Jeden milimetr grubości — czyli mniej więcej tyle, ile wytrzyma moja cierpliwość w trudnych chwilach. Nie powiem, było trochę kłopotów, trochę przekleństw pod nosem, ale w końcu stelaż stanął i wyglądał całkiem solidnie.😂 A potem ...

Tam, gdzie kwitną moje marzenia

Obraz
To opowiadanie jest prawdziwą historią, opartą na moich własnych wspomnieniach i doświadczeniach. Jako mała dziewczynka mieszkałam w bloku, w niewielkim, ciasnym mieszkaniu. Każdy kąt wypełniony był codziennym zgiełkiem życia rodzinnego, a ja, pomiędzy obowiązkami i zabawami, odnajdywałam swoją małą oazę w pokoiku pełnym papieru, wstążek, resztek materiałów… i kwiatów.  Często wracałam ze spacerów z bukietem polnych kwiatów – stokrotek, niezapominajek, chabrów – które starannie układałam w drobne kompozycje. Każdy bukiet był dla mnie małym dziełem sztuki, wyrazem radości i zachwytu nad światem. Większość moich prac lądowała w koszu – bo była zbyt mała, za mało doskonała, albo po prostu nie miała „praktycznej wartości” dla moich rodziców. A mimo to moja pasja nie słabła. Każdą wolną chwilę spędzałam w swoim pokoiku, zatopiona w układaniu kwiatów, robieniu dekoracji i tworzeniu czegoś, co dawało mi poczucie szczęścia i sensu. Rodzice patrzyli na mnie z mieszanką zdziwieni...

Bajka o Zaczarowanym Ogrodzie i Niezwykłych Wnuczętach Królowej Babci

Obraz
Dawno, dawno temu, w sercu zaczarowanej doliny, istniał maleńki ogród, którego nikt nie znalazłby na mapie. Nie był duży, ale jego ścieżki prowadziły do największych cudów świata. Kwiaty w nim szeptały do siebie historie, motyle tańczyły jak baletnice, a wśród trawy biegały radośnie małe stópki wnuków pewnej mądrej i kochającej królowej – Babci. Każdego dnia ogród rozbrzmiewał śmiechem i zabawą. Najstarsza z królewskich wnuczek, księżniczka Madzia, miała wyjątkowy dar: widziała świat w kadrze. Zawsze nosiła ze sobą swój czarodziejski aparat i potrafiła uchwycić piękno, którego inni nie zauważali – zachód słońca odbijający się w kropli rosy czy uśmiech siostry, który rozjaśniał niebo. Księżniczka Kasia i księżniczka Nadia były dwiema lśniącymi gwiazdami tańca. Gdy zaczynała grać muzyka, ogród zamieniał się w salę balową, a one wirowały jak liście porwane przez wiatr. Ich taniec był tak piękny, że nawet ptaki milkły, by patrzeć w zachwycie. Często urządzały pokazy specjalnie ...

Ogród, kropki i odrobina szaleństwa

Obraz
Mój ogród już na pierwszy rzut oka zdradza, że rządzi w nim kobieca ręka. A właściwie — obie ręce, bo są wiecznie zajęte. Na każdym kroku czają się dekoracje, które własnoręcznie wyczarowałam z gałęzi, pnączy i wszystkiego, co akurat nie uciekło mi spod sekatora. Przez długi czas byłam przekonana, że są one jedynie skromnym tłem dla roślin. Tak sobie to tłumaczyłam… kilka lat temu. Dziś podejrzewam, że role nieco się odwróciły, ale ciii — nie mówmy tego głośno. Żeby było jasne: kocham i rośliny, i dekoracje. Nie wyobrażam sobie ogrodu bez zieleni, tak samo jak bez moich twórczych „wstawek”. One po prostu muszą współistnieć — jak dobra para sąsiadów, którzy czasem się przekomarzają, ale bez siebie ani rusz. Niekiedy zdarza się, że kwiaty kwitną w tak nieoczekiwanych miejscach, że aż trzeba je przepychać łokciami, by znaleźć swoje ulubione dekoracje. I wiecie co? Wcale mi to nie przeszkadza — im bardziej chaotycznie, tym ciekawiej. Wśród moich ulubionych dekoracji prym wiodą ...

Instrumenty z wyobraźni

Obraz
Są takie rzeczy, na których kompletnie się nie znam – na przykład na instrumentach muzycznych. Nigdy nawet nie trzymałam w rękach skrzypiec czy saksofonu, ale wiecie co? To wcale mi nie przeszkadza w słuchaniu muzyki i podziwianiu tych, którzy potrafią wydobyć z nich dźwięki. Mam wręcz pewną zaletę: fałszu i tak bym nie rozpoznała – więc wszyscy grający są w moich oczach genialni! Za to w dziedzinie rękodzieła radzę sobie całkiem nieźle. Wykonałam już kilka instrumentów… z gałęzi, sklejki i drutu. Jest tu wszystko – od wielkiej wiolonczeli, przez bęben, po mandolinę. W tym roku w ogrodzie pojawił się saksofon – i już nie mogę się doczekać, żeby go pokazać na zdjęciach. A jeśli zdrowie dopisze, w planach jest nawet harfa.  Uwielbiam wyzwania, zwłaszcza te, które pozwalają trochę pobawić się w „ogrodowego artystę”. Bo musicie wiedzieć, że ogród z takimi instrumentami wygląda po prostu bajkowo. Przeważ...

Gałąź, która przepowiedziała cud

Obraz
Opowieść prawdziwa, zaczerpnięta z mojego życia Pewnego dnia, w listopadzie 2021 roku, w mojej cichej pracowni powstała mała rzeźba dziecka z gałęzi. Była delikatna, krucha, jakby sama przyszła na świat. Tworzyłam ją myślami razem z większą rzeźbą – mamą, ludzkich rozmiarów, również utkaną z gałęzi.  Obie razem tworzyły całość, którą intuicyjnie nazwałam „Macierzyństwo”. Patrzyłam na nią i czułam dziwne ciepło w sercu – poczucie, że udało mi się ująć w gałęziach coś naprawdę żywego. Zadowolona, z duszą pełną dumy, zaniosłam moją pracę do kuchni. Chciałam pochwalić się nią mojej córce i przyszłemu zięciowi. – Spójrzcie, co dzisiaj zrobiłam z gałęzi – powiedziałam, nieśmiało uśmiechając się. I wtedy… wybuchnęli śmiechem: ha, ha. Zamarłam. Stałam jak wryta, czując, jak serce zaczyna mi walić, a w głowie wirują tysiące myśli: „Czy zrobiłam coś źle? Czy może dziecko wyszło nie takie, jak powinno? Czy nie powinnam w ogóle pokazywać tego światu?” Właśnie wtedy usły...