Mały strażnik ogrodu i serca
Dziś jest Dzień Kota.
Choć mojego Kajtka nie ma już obok mnie, wciąż czuję, jakby cichutko przechadzał się po mieszkaniu. Czasem wydaje mi się, że zaraz wskoczy na parapet i będzie obserwował świat za oknem, a wieczorem zwinie się w kłębek tuż obok mnie, mrucząc tak, jak tylko on potrafił. Kajtek odszedł, ale miłość do niego została — spokojna, ciepła i wierna.
Uwielbiał ogród. Gdy tylko uchylałam drzwi, z gracją przekraczał próg i ruszał między trawy, jakby to było jego własne, zielone królestwo. Słońce odbijało się w jego oczach, a on z ciekawością obserwował każdy ruch liści i każdy szelest w krzakach. Potrafił godzinami wylegiwać się na ciepłej ziemi, wsłuchany w śpiew ptaków, spokojny i szczęśliwy.
Lubił też, gdy robiłam mu zdjęcia. Gdy tylko brałam do ręki aparat albo telefon, jakby wiedział, że to jego moment. Ustawiał się bokiem, przekrzywiał lekko głowę, a w jego spojrzeniu pojawiała się ta szczególna iskra. Naprawdę kochał kamerę — obiektyw zdawał się być jego sprzymierzeńcem.
Zawsze kochałam zwierzęta. Wnoszą do domu coś, czego nie da się kupić ani zastąpić — obecność, która koi, i radość ukrytą w najprostszych chwilach. Wiem, że być może kiedyś znów zaopiekuję się jakimś kotkiem albo pieskiem. Może znów w moim domu rozlegnie się tupot małych łapek, a w kącie stanie miseczka z wodą.
Ale jeszcze nie teraz. Dziś zbyt często bywam w poradniach, częściej poza domem niż w nim. A przecież zwierzę to nie chwilowa zachcianka ani ozdoba codzienności. To odpowiedzialność, troska i czas — codzienny, cierpliwy, prawdziwy. Jeśli już decydujemy się przyjąć pod swój dach małe serce, zróbmy to świadomie i z pełnym oddaniem.
Na razie więc pielęgnuję wspomnienia. Uśmiecham się na myśl o Kajtku i dziękuję losowi za wspólne lata. A kiedyś… kiedy przyjdzie właściwy moment — może znów otworzę drzwi komuś, kto wniesie do mojego życia miękkie futerko i bezwarunkową miłość.
A dziś, w Dniu Kota, jeśli macie obok siebie swoje mruczące szczęścia — przytulcie je mocno.
Pozdrawiam serdecznie, Iwona 🥰
Futrzaki w domu to nie tylko towarzysze, ale także swoiści terapeuci, którzy pomagają nam radzić sobie z wyzwaniami dnia codziennego, są źródłem szczęścia i radości... Twój przyjaciel był nietuzinkowym , świadomym siebie kotem. Wspaniałe są te fotki z nim w roli głównej. Patrzę na niego i nabieram przekonania , że to był pan kot myśliciel, koci filozof z urodą filmowego amanta ... i nie dziwi mnie , że ciągle za nim tęsknisz. Dawno temu też miałam cudownego kota Huberta a później przez mój dom przewinęło się wiele psów... każdy to inna historia. W zeszłym roku odszedł ostatni z nich i ... dom zieje pustką . Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńU nas od wielu lat w domu są zwierzęta. Nie wyobrażam sobie pustego domu. Każde z nich wnosi coś innego. Ściskam mocno
OdpowiedzUsuńJeśli tak pięknie piszesz o swoim koteczku, to z pewnością był wyjątkowo kochany.
OdpowiedzUsuńJa miałam kiedyś psineczkę Lassie i nie mogę jej zapomnieć...