Suknia z wierzby
Pierwszą suknię zrobiłam z wierzby płaczącej. Tak, dobrze czytasz — z wierzby. Był 2 września 2016 roku i, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, ile dokładnie zajęło mi jej wykonanie. Zegary w mojej pracowni po prostu nie istnieją, kiedy w grę wchodzi wena i trochę szaleństwa.
Wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie, podczas spaceru z psem. W okolicy torowiska wycinali ogromne drzewa, a ja, jak to ja, spojrzałam na leżące gałęzie i pomyślałam: „Hej, może by tak zrobić z tego coś fajnego?”. Podeszłam, zapytałam, czy mogę wziąć kilka witek wierzby i… dostałam zielone światło. Patrząc na te sterty gałęzi, pomyślałam: „No dobra, skoro wierzby tyle, to czemu by nie zrobić sukni?” I tak powstał plan.
Najpierw powstał stelaż z cienkiego drutu wiązałkowego. Jeden milimetr grubości — czyli mniej więcej tyle, ile wytrzyma moja cierpliwość w trudnych chwilach. Nie powiem, było trochę kłopotów, trochę przekleństw pod nosem, ale w końcu stelaż stanął i wyglądał całkiem solidnie.😂
A potem zaczęła się prawdziwa zabawa — oplatanie witkami. To była czysta przyjemność! Każda gałązka znalazła swoje miejsce, a suknia powoli zaczęła wyglądać jak coś, co mogłoby chodzić po czerwonym dywanie… no, może raczej po ogrodowym dywanie. Było w tym coś medytacyjnego — i trochę komicznego, bo w trakcie pracy miałam wrażenie, że wierzba powoli ożywa i zaczyna mnie oceniać.
W ogrodzie suknia wyglądała naprawdę zjawiskowo, zwłaszcza na tle mojej starej, starannie przyciętej tui, której już nie ma. To było połączenie natury i ludzkiej wyobraźni — coś w rodzaju „wysokiej mody dla drzew”.
Po tej sukni powstały kolejne, ale do tej pierwszej mam największy sentyment. Była początkiem wszystkiego — spontanicznym, trochę szalonym, ale prawdziwym. To od niej wszystko się zaczęło.
Dziś, gdy patrzę wstecz, wciąż się uśmiecham. Suknia nie była perfekcyjna, ale była pierwsza, zrodzona z przypadku, spaceru i trochę szalonej odwagi. Nauczyła mnie jednego: czasem wystarczy spojrzeć pod nogi, zebrać trochę gałęzi… i zrobić z tego coś absolutnie niemożliwego. Bo w świecie sztuki, tak jak w naturze, najpiękniejsze rzeczy rodzą się z nieoczekiwanych spotkań i małych przypadków, które na pierwszy rzut oka wydają się zupełnie zwyczajne.
Pozdrawiam serdecznie, Iwona 🧑🌾
Ta suknia jest przepiękna, sam pomysł jest niesamowity, no i po wspaniałym wykonaniu widać, że masz do tego niezwykły talent. Bo ja nawet jak mam w głowie wizję jakiegoś przestrzennego projektu, to w realizacji potykam się o najdrobniejsze kwestie i opór materii łatwo mnie zniechęca. Moje pomysły mają odzwierciedlenie w dwóch wymiarach: maluję, rysuję, czasem coś naklejam na płaskim podłożu. Kiedyś nawet poszłam do pracowni rzeźby na zajęcia, ale bardzo szybko uznałam, że nie dogaduję się z trzecim wymiarem :).
OdpowiedzUsuńOch, dziękuję Ci bardzo! Twoje słowa naprawdę mnie ucieszyły. I wiesz co? Tworzenie w dwóch wymiarach też jest fantastyczne – rysunki, malarstwo, kolaże mają swoją magię, której trójwymiar czasem nie da. Czasem „opór materii” to po prostu pretekst, żeby kreatywność mogła znaleźć inne, piękne ścieżki!
UsuńPrzepiękna ta suknia! Masz niezwykły dar wyczarowywania z tych witek niesamowitych rzeczy i to jest wspaniałe. Ogród jest przez to inny, magiczny właśnie dzięki takim nietuzinkowym dekoracjom.
OdpowiedzUsuńPięknie była przycięta ta tuja!
Pozdrawiam bardzo serdecznie :)
Bardzo dziękuję za tak piękny komentarz!
UsuńPrawdziwą dumą ogrodu był niwaki z żywotnika, który swoim wyglądem przypominał bonsai. Przystrzyżone chmurki, serduszka, poduszki oraz inne fantastyczne kształty tworzyły niezwykłą, wręcz bajkową formę. To właśnie dzięki takim nietuzinkowym roślinnym rzeźbom ogród nabierał magicznego charakteru i stawał się zupełnie inny, wyjątkowy.
Serdecznie pozdrawiam 😊
Sukienka sukienką ale tuja "prosto od fryzjera" przepiękna ... żal , że już jej nie ma .
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję .Sukienka sukienką, ale to rzeczywiście ta tuja „prosto od fryzjera” była prawdziwą ozdobą ogrodu. Tym bardziej żal, że nie ma jej już z nami. Serdecznie pozdrawiam.
UsuńTa suknia, to nie tylko ozdoba ogrodu, ale niezła gimnastyka podczas wykonania.
OdpowiedzUsuńCzytając tytuł spodziewałam się skromnej eko-kiecki, a tu niemal suknia balowa.
Z każdym dziełem zadziwiasz bardziej:-)
Dziękuję! Rzeczywiście, przy tej sukni było trochę gimnastyki — i fizycznej, i twórczej 😉 Tytuł mógł zmylić, ale natura czasem sama podsuwa rozwiązania bardziej „balowe” niż skromne. Ogromnie mi miło, że kolejne prace wciąż potrafią zaskakiwać!
UsuńCudowna suknia i tą tuje to bajka,szkoda ze juz jej nie ma,ale z pewnością posadzisz coś. Pozdrawiam serdecznie.🌹🤩🤗
OdpowiedzUsuńDziękuję serdecznie! Ta jedna tuja była naprawdę bajkowa, ale już jej nie ma – teraz coś nowego rośnie i też mam nadzieję, że zachwyci 🤩🤗 Pozdrawiam ciepło!
UsuńMimo wszystko jest przepiękna sukienka
OdpowiedzUsuńDziękuję! 😊 Bardzo mi miło, że Ci się podoba!
UsuńMasz niezwykły dar
OdpowiedzUsuńNie każdy potrafi patrzeć pod nogi i dostrzegać piękno które jak się okazuje leży u stóp.
Tworzysz z miłością a ta miłość płaczace gałęzie wiąże w przepiękne kreacje🥰🥰 Dziękuję że mogę poznawać Twoją historię 😉 M.Z.😘😘
Mirko, dziękuję z całego serca za te piękne słowa.
UsuńOgromnie mnie wzruszyło to, co napisałaś. To wielka radość wiedzieć, że to, co tworzę z miłością i uważnością, jest dostrzegane i tak ciepło odbierane. Cieszę się, że mogę dzielić się swoją historią i że jesteś jej częścią.
Serdecznie pozdrawiam.
Piękna, ale je czytając Twój post myślałam o tym, że powinnaś pisać powieści. Masz dar i lekkie pióro.:):):)
OdpowiedzUsuńDziękuję, to bardzo miłe. Pisanie jest dla mnie sposobem opowiadania tego, co czuję i widzę, więc tym bardziej cieszy mnie, że jest tak odbierane.
UsuńO ile pamiętam z filmów i różnych starych malunków, kobiety nosiły tego rodzaju suknie, które z pewnością musiały też posiadać (metalowy?) szkielet. Współczuję... czego to człowiek nie robił (i robi) dla panującej mody...
OdpowiedzUsuńTo prawda, dawne suknie często miały metalowe lub drewniane konstrukcje i potrafiły być prawdziwym wyzwaniem dla noszących je kobiet. Na szczęście moje sukienki są dużo lżejsze i znacznie mniej sztywne — bez zbroi, bez rycerskich poświęceń. Moda modą, ale komfort też ma swoje prawa😁💃
UsuńDobry wieczór, Iwonko! Po długiej chorobie (już wszystko dobrze :-)) wreszcie nie bolą mnie oczy i mogę zaglądnąć do moich miłych blogowych przyjaciół. Co prawda Matyldzia (którą bawię) wciąż nie śpi i słyszę ją, jak tłucze się po łóżku, ale na szczęście jeszcze na tyle babćki słucha, że z niego nie wyłazi :-D
OdpowiedzUsuńSuknia to kolejne dzieło sztuki, które ozdobiłoby każdy ogród. I nie tylko ozdobiło - te twoje cudne rzeźby nadają temu miejscu jeszcze większy urok, bo są tym, co artystce w duszy gra :-)
Marzenka, jak mi miło czytać Twój komentarz! Bardzo się cieszę, że już wszystko w porządku i oczy nie bolą. A Matyldzia — cóż, dziecięca energia nie zna granic, ale dobrze, że babcia jeszcze ma trochę władzy nad sytuacją 😄
UsuńDziękuję Ci za tak ciepłe słowa o sukni i moich rzeźbach. To ogromna radość wiedzieć, że to, co tworzę, potrafi trafić w serce i oddać choć część tego, co gra mi w duszy.
Pięknie ozdabiasz swój ogród.
OdpowiedzUsuńDziękuję! Cieszę się, że to widać.
UsuńPodoba mi się, jak opisałaś cały proces — od zwykłego spaceru po szaloną kreatywną wizję. Te detale z drutem, oplatanie gałązek i wrażenie, że wierzba „Cię ocenia”, naprawdę wciągają i pokazują, ile w tym było pasji i zabawy.
OdpowiedzUsuńSuknia naprawdę wygląda jak magiczne połączenie natury i sztuki — coś, co nie tylko się nosi, ale i podziwia. Super, że mimo niedoskonałości miała dla Ciebie taką wartość, bo widać, że to początek całej Twojej artystycznej drogi
Dziękuję bardzo 🙂 Miło mi, że zwróciłaś uwagę na te detale. To był fajny, trochę szalony proces i cieszę się, że to widać.
UsuńI to jest właśnie wyobraźnia twórcy; widzi zdecydowanie więcej niż można zobaczyć. Widząc wierzbowe gałęzie, wiedziałaś na co możesz je wykorzystać. Piękna i bardzo strojna jest ta suknia, a w towarzystwie tui prezentuje się wyjątkowo ! Wielka szkoda, że tuja nie przetrwała:(
OdpowiedzUsuńMasz rację — wyobraźnia twórcy często widzi więcej, zanim jeszcze powstanie forma. Wierzbowe gałęzie same podpowiadały, czym mogą się stać. A tuja… była z nami wiele lat, więc jej obecność miała swoją historię i znaczenie. Tym bardziej jej brak jest odczuwalny. Zostaje jednak w pamięci, w obrazach i w tej jednej chwili, którą udało się zatrzymać.
UsuńNiezwykła jest ta gałęziowa suknia. Mam wrażenie, że jest leciutka jak obłoczek, że sfrunęłą tu z jakiejś baśniowej krainy dla ksieżniczki, któa zażyczyła sobie tak niepowtarzalnej sukni. i przypomina mi się pewna filmowa, francuska baśń z młodziutką Catherine Deneuve. Kiedys często pokazywano ja w telewizji, ale teraz nei potrafie sobie przypomnieć tytułu. Catherine - ksiezniczka by opóźnic wyjście za mąz niechcianego króla( czy kogos w tym stylu) wymyślała wciaz dla niego nowe zadania. Chciała dostawać cudowne suknie. W kolorze nieba, pogody albo ksiezyca...I dostawała. A w każdej z nich wyglądała olśniewająco. Na pewno i w Twojej gałęziowej tak by wyglądała.
OdpowiedzUsuńPrzepiekne rzeczy Tworzysz, Iwonko! Jesteś wrózką gałęziową. Ale pewnie Cijuż o tym pisałam!:-)))
Jakie to piękne skojarzenia… bardzo Ci dziękuję 🩷
UsuńTa lekkość, o której piszesz, była dla mnie ważna — chciałam, żeby suknia wyglądała tak, jakby mogła zaraz unieść się w powietrzu i zniknąć. Baśń, o której wspominasz, to „Ośla skórka” Jacques’a Demy’ego — z cudowną Catherine Deneuve i tymi niezwykłymi sukniami w kolorze pogody, nieba i księżyca. To dla mnie ogromny komplement, że moja gałęziowa suknia przywołała takie obrazy.
Dziękuję za czułość w słowach i za miano wróżki gałęziowej — uśmiechnęłam się bardzo 😊
Ściskam serdecznie 🌿
No no no! Super tu wygląda, zapewne daje mnóstwo frajdy tak, że aż czasu się nie liczy 😀
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo 😊
UsuńTak, dokładnie — daje ogromną frajdę. W takich chwilach czas naprawdę przestaje istnieć, zostaje tylko radość tworzenia i bycie „tu i teraz”. To najpiękniejszy stan.
O wow :o Ile to musiało wymagać pracy?? Podziwiam.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię i życzę Ci miłego, udanego nowego tygodnia!
Angelika
Dziękuję, Angeliko, bardzo mi miło.
UsuńTak, było w tym sporo pracy i cierpliwości, ale też dużo radości — kiedy tworzę, wysiłek schodzi na dalszy plan. Dziękuję za dobre życzenia i również życzę Ci pięknego, spokojnego nowego tygodnia.
Ale to jest piękne ! i jakie oryginalne! Suknia z wierzby brzmi jak coś z pogranicza sztuki, natury i czystej wyobraźni. Bardzo podoba mi się, jak opisujesz ten proces: od spontanicznego „a może…?” na spacerze, po mozolne druty i to medytacyjne oplatanie witkami, aż do efektu, który naprawdę robi zniewalające wrażenie :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci z całego serca za tak ciepłe i uważne słowa.
UsuńBardzo trafnie to uchwyciłaś — ta suknia rzeczywiście narodziła się gdzieś na styku natury, wyobraźni i chwili „a może…?”. Sam proces był dokładnie taki, jak piszesz: trochę mozolny, trochę medytacyjny, a przy tym bardzo kojący. Ogromnie się cieszę, że efekt tak do Ciebie przemówił.
Serdecznie pozdrawiam również 🥰
Przepiękna suknia! No i to jest coś, co nazwałabym prawdziwą sztuką! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Dziękuję i pozdrawiam serdecznie również 🥰
UsuńTa wierzbowa suknia jest niesamowita. Ileż w takim jednym przemiocie fantazji, pomysłu, pracy.
OdpowiedzUsuńA ten opis, że " szlam sobie..."
Pewnie większość ludzi szła sobie i pomyślała jaki się śmietnik zrobił, po ścięciu drzew.
Dziękuję bardzo za te słowa 😊 To prawda – czasem wystarczy „iść sobie” i spojrzeć trochę inaczej, żeby w czymś zwyczajnym zobaczyć pomysł. Dla jednych to gałązki po cięciu drzew, a dla innych początek czegoś nowego.
UsuńKsiężna Tuja z Damą dworu u boku....w królewskim ogrodzie
OdpowiedzUsuńszeptały wszystkim wokół, że są zawsze w zgodzie.
Wierzbowe gałązki ciągle wspominały
że je zręczne dłonie na drucik zaplatały.
Księżna Tuja z powagą opowieści słuchała
aż palmę pierszeństwa oddać musiała.
Z czasem i z powodów jej znanych
odeszła do wspomnień...niezapomnianych.
:-)
Piękny i bardzo nastrojowy wiersz 😊 Czuć w nim baśniowy klimat i dużo ciepła dla tych ogrodowych bohaterów. Takie historie sprawiają, że zwykłe rośliny nabierają zupełnie innego, magicznego znaczenia.
Usuń