Tam, gdzie kwitną moje marzenia
To opowiadanie jest prawdziwą historią, opartą na moich własnych wspomnieniach i doświadczeniach.
Jako mała dziewczynka mieszkałam w bloku, w niewielkim, ciasnym mieszkaniu. Każdy kąt wypełniony był codziennym zgiełkiem życia rodzinnego, a ja, pomiędzy obowiązkami i zabawami, odnajdywałam swoją małą oazę w pokoiku pełnym papieru, wstążek, resztek materiałów… i kwiatów.
Często wracałam ze spacerów z bukietem polnych kwiatów – stokrotek, niezapominajek, chabrów – które starannie układałam w drobne kompozycje. Każdy bukiet był dla mnie małym dziełem sztuki, wyrazem radości i zachwytu nad światem.
Większość moich prac lądowała w koszu – bo była zbyt mała, za mało doskonała, albo po prostu nie miała „praktycznej wartości” dla moich rodziców. A mimo to moja pasja nie słabła. Każdą wolną chwilę spędzałam w swoim pokoiku, zatopiona w układaniu kwiatów, robieniu dekoracji i tworzeniu czegoś, co dawało mi poczucie szczęścia i sensu.
Rodzice patrzyli na mnie z mieszanką zdziwienia i troski. Nie rozumieli, po co tyle czasu spędzam na czymś, co „nie daje przyszłości”. Często słyszałam słowa: „Szkoda czasu”, „Nie warto”, „To nic nie da”. Ich intencje były dobre – chcieli, żebym miała pewną drogę w życiu, żeby była bezpieczna. Ale wtedy nie wiedzieli, że dla mnie te drobne dekoracje, te kolorowe bukiety polnych kwiatów, były całym moim światem. Były moją radością, moim sposobem na wyrażenie siebie i moich marzeń.
Rodzice, chcąc zadbać o moją przyszłość, uparli się, że powinnam zostać kucharzem. W tamtych czasach młodzi niewiele mogli decydować o sobie – priorytety były inne. I słyszałam wciąż w uszach: „Kucharz to dobrze zarabia, zawsze chodzi najedzony, to solidny zawód”. A ogrodnik? Brudne ręce, dziurawe buty, praca bez przyszłości. Czasem myślę, że wszystko mogło się inaczej potoczyć, gdybym wtedy odważyła się sprzeciwić. Ale nie zrobiłam tego – trochę ze strachu, trochę ze szacunku i wiary, że rodzice chcą dla mnie najlepiej.
Nie wiedzieliśmy wtedy, jak bardzo zmieni się świat. Nikt nie przewidywał, że czasy, w których „praktyczny zawód” był wszystkim, ustąpią miejsca nowym możliwościom, gdzie pasja i kreatywność również mogą stać się drogą życia. Nigdy nie dowiem się, co by było, gdybym postawiła na swoim. Ale nauczyłam się, że życie nie polega na roztrząsaniu tego, czego nie możemy zmienić.
Dziś wiem jedno: warto cieszyć się tym, co mamy teraz, i karmić pasje, które sprawiają, że serce bije szybciej. Od wielu lat moją prawdziwą pasją jest ogrodnictwo i rękodzieło — to one dają mi spokój, radość i poczucie sensu. Nadal układam bukiety z polnych kwiatów – te drobne kompozycje wciąż przynoszą mi radość i przypominają dzieciństwo. Ale teraz inspirują mnie także gałęzie, które znajduję podczas spacerów. Zmieniam je w dekoracje, które ożywiają wnętrza i nadają im wyjątkowy charakter. Każda gałązka, tak jak każdy kwiatek, ma swoją historię, swój kształt, swoje światło. Tworzenie z natury pozwala mi patrzeć na świat z wdzięcznością i zachwytem, dostrzegać piękno w prostych rzeczach, które większość ludzi często pomija.
Tak jak kiedyś w moim pokoiku z bukietami polnych kwiatów, tak teraz, między kwiatami a gałęziami, odnajduję swoją przestrzeń spokoju i szczęścia. Moje małe światy nadal rosną i zmieniają się, ale wciąż są wypełnione tym samym zachwytem nad tym, co tworzyłam od dzieciństwa. Życie nadal potrafi zaskakiwać, i to jest piękne. Już niebawem nadejdzie wiosna – czas, na który czekam z niecierpliwością.
Wyobrażam sobie, jak słońce powoli ogrzewa ziemię, jak pierwsze pąki kwiatów przebijają się przez zmarzniętą glebę, jak wszystko budzi się do życia po zimowym śnie. To przypomina mi, że zawsze jest czas na nowe początki, na marzenia i na tworzenie – niezależnie od tego, jakie decyzje podjęliśmy w przeszłości.
Patrząc wstecz, mogę teraz z czułością wspominać małą dziewczynkę w pokoiku, która z radością układała polne kwiaty w bukiety i tworzyła swoje małe, kolorowe światy. Te chwile nie były stratą czasu – były początkiem wszystkiego, czym dziś jestem.
Pozdrawiam serdecznie,
Iwona ♥️🥰
Och, Iwonko, napisałaś prawie wszystko to, co ja sama mogłabym napisać. Od dziecka uwielbiałam malować, rysować, i przez całą szkołę aż do matury marzyłam o studiach na Akademii Sztuk Pięknych. Ale - tak jak u Ciebie - słyszałam od rodziców, że co to za zawód, z czego ja będę żyła itd. No i też zabrakło mi odwagi, żeby się sprzeciwić, więc mam "porządny" zawód, nawet nieźle sobie w nim radzę, ale marzenia pozostały i w wolnych chwilach staram się je realizować. Ale mając to doświadczenie - nigdy nie sprzeciwiałam się wyborom moich dzieci, co najwyżej przedstawiałam mój punkt widzenia, ale wspierałam ich pasje i wybór drogi zawodowej. Dzieciom nie wolno pocinać skrzydeł, trzeba nauczyć je latać i puścić wolno.
OdpowiedzUsuńŚciskam Cię mocno!
Tak, dokładnie tak samo myślę!
UsuńTo piękne, że potrafimy wspierać nasze dzieci w ich pasjach i pozwalać im latać na własnych skrzydłach, bo nikt nie powinien czuć, że marzenia są „zakazane”. Twoje słowa naprawdę do mnie trafiają i czuję, że mamy bardzo podobne spojrzenie na życie i wychowanie.
Ściskam Cię mocno!
Witaj Iwonko!
OdpowiedzUsuńBardzo poruszyła mnie Twoja historia. Ja w dzieciństwie niczym się nie pasjonowałam. Robiłam wszystko i nic...pasja do gotowania a szczególnie do pieczenia przyszła dopiero po narodzinach drugiej córki. Gdybym teraz mogła wybrać szkołę to na pewno poszłabym na cukiernika, ale jest jak jest. Pieczenie to moja pasja i hobby, staram się rozwijać ale to raczej taki rozwój amatorski ale i tak cieszy mnie każdy wypiek o którym kiedyś bym nie pomyślała że mi wyjdzie...
Ja też czekam na wiosnę,bo to co się teraz dzieje to trudno ogarnąć. Wczoraj w Poznaniu taka gołoledź, że każdy krok groził upadkiem a dziś sypie śnieg, już w nocy zaczęło bo dość spora warstwa jest.
Wszystkiego dobrego 😘🌸
UsuńWitaj,
bardzo dziękuję za ten szczery i poruszający komentarz. To piękne, że pasja do pieczenia przyszła do Ciebie z czasem – myślę, że wiele osób odkrywa swoje prawdziwe zainteresowania dopiero w dorosłym życiu. Najważniejsze, że daje Ci to radość i satysfakcję, a każdy nowy wypiek jest dowodem na to, jak bardzo się rozwijasz, niezależnie od tego, czy nazywasz to amatorskim czy nie.
Ja kiedyś piekłam bardzo dużo, ale teraz, odkąd jestem na emeryturze, kompletnie nie mam na to ochoty. Wyjątek robię wtedy, gdy przyjeżdżają do mnie dzieci i wnuki – dla nich zawsze znajdzie się motywacja.
Pogoda rzeczywiście potrafi być ostatnio trudna, u nas podobnie – jednego dnia gołoledź, drugiego śnieg. Oby wiosna przyszła szybciej i przyniosła trochę spokoju oraz słońca.
Wszystkiego dobrego i dużo radości z realizowania swojej pasji.
Ależ bukiety, aż mi dech zaparło! Cudnie! Sama tak lubię wędrować i składać kwiatki w bukiety, ale trzeba wyjść poza miasto, by takowe uzbierać!
OdpowiedzUsuńPiękne i mądre refleksje. Zauważyłam podobne zjawisko i kto by pomyślał kiedyś, że pasja może stać się źródłem wspaniałej przyszłości.
Tak było z moim synem i jego zamiłowaniem do gier komputerowych online, z uczestnikami z całego świata, dziś odcina kupony...
Bardzo dziękuję za tak miły komentarz. To prawda – kontakt z naturą i chwila uważności podczas takich wędrówek potrafią dać ogromną radość i przestrzeń do refleksji. Rzeczywiście, czasem trzeba wyjść poza miasto, by zobaczyć i poczuć więcej.
UsuńMasz też rację, że pasja potrafi zaskakująco zaprowadzić w miejsca, których kiedyś w ogóle byśmy się nie spodziewali. Historia Twojego syna jest tego świetnym przykładem – to piękne, gdy coś, co zaczyna się z czystej ciekawości i przyjemności, z czasem staje się solidnym fundamentem na przyszłość.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za podzielenie się swoimi obserwacjami.
Piękna opowieść, Iwonko...Tak, jako dzieci potrafimy czuć, co jest dla nas najważniejsze, najpiękniejsze, co nas prawdziwie porusza i daje nam radosć. A potem życie weryfikuje to wszystko i częśto zmienia nasze ścieżki w imie rozsądku, bezpieczeństwa i stabilizacji.I stajemy sie takie, jak oczekuje od nas otoczenie. I robimy to, co temu otoczeniu wydaje sie dla nas najlepsze. Ale kiedyś (być może dopiero na emeryturze) udaje nam sie wrócić do tych dawnych marzeń i odczuc i nareszcie robić coś innego, cos co daje nam radosć i spełnienie. Ja też zawsze lubiłam kontakt z naturą, wolną od wpływów cywilizacji przestrzeń, wędrówkę przed siebie w lasy, na łaki, gdzieś daleko, daleko i do tego pisanie...I to teraz mam. I wędruje sobie z aparatem fotograficznym. I czasem do tego składam wiersze..
OdpowiedzUsuńŻycie potrafi być dobre, a na wszystko przychodzi pora. Byleby zdrowie było...
Serdecznie Cie przytulam, Iwonko, niech wiosna która przyjdzie da Ci wiele spełnień, wzruszeń i radosci!***
Dziękuję za te mądre i poruszające słowa. Pięknie napisałaś o powrotach do siebie i do dawnych pasji. To, że dziś masz naturę, wędrówki, fotografię i słowa, brzmi jak prawdziwe spełnienie. Masz rację – na wszystko przychodzi pora, oby tylko zdrowie dopisywało. Niech wiosna będzie dla nas dobra.
UsuńPiekna jest Twoja opowieść Iwonko... zamyśliła mnie. Wróciłam do lat dziecięcych, a nie były to łatwe lata, więc było kilka rzeczy, które przewinęły się w myślach. Wtedy jeszcze nie miały tak mocno zarysowanych konturów, ale były we mnie. Niektóre udało mi się zrealizować, ale niektóre pojawiły się później. Zawsze mówię, że na wszystko przychodzi odpowiedni czas, trzeba tylko by być otwartym na to co przynosi chwila. Przyszedł, więc pisałam i piszę, teraz troszkę maluję, więc spełniam pomalutku marzenia, które byly we mnie od dawna. Co jeszcze przyniesie czas? Zobaczymy. Pozostawiam otwarte drzwi na nowe.
OdpowiedzUsuńPrzesyłam Ci Iwonko serdeczności i dużo nowych pomysłów na najbliższy czas. Wiosna zawsze otwiera przed nami nowe możliwości.
Bardzo dziękuję za ten refleksyjny i szczery komentarz. Pięknie napisałaś o dojrzewaniu marzeń i o uważności na to, co przynosi czas. To ogromna wartość umieć zostawić w sobie otwarte drzwi na nowe doświadczenia i realizować to, co czekało latami. Niech wiosna rzeczywiście przyniesie Ci lekkość, inspirację i dobre chwile.
UsuńPiękna opowieść !!! Iwonko trzeba karmić swoje pasje. Masz rację. I daje wybór swoich dzieciom , nie robią to co sprawia im radość, czują się spełnienia, szczęśliwi, bezpieczni. Pięknie opisalas. Na szczęście i nieszczęście dzisiaj mamy inną modę. Wszystkiego dobrego kochana.
OdpowiedzUsuńDziękuję za ten komentarz. Mam poczucie, że moje pokolenie ma dziś więcej odwagi, by myśleć inaczej niż kiedyś – bardziej ufać pasjom, emocjom i własnym wyborom. Coraz częściej rozumiemy, jak ważne jest wspieranie dzieci w tym, co daje im radość i poczucie spełnienia. To dobra zmiana. Wszystkiego dobrego.
UsuńTo piękne, że artystycznie wróciłaś do swojego dzieciństwa, że ocalało w Tobie to, co najważniejsze. To daje siłę do satysfakcjonującego życia, do realizacji marzeń.
OdpowiedzUsuńDziękuję, to bardzo pięknie powiedziane. Zgadzam się – te wspomnienia i pasje naprawdę dają siłę, pomagają realizować marzenia i cieszyć się życiem w pełni.
UsuńGdy spoglądamy wstecz na swoje życie, na to co nas kształtowało... inaczej mówiąc , z osobistej perspektywy nabytego już doświadczenia i mądrości, często dostrzegamy w nim różne mankamenty, które dziś chcielibyśmy poprawić, skorygować by wszystko potoczyło się inaczej... tyle , że to "inaczej" wcale nie jest gwarancją tego, że byłoby lepiej. Wydaje mi się, że najważniejsze jest to co czujemy finalnie. Ty wydajesz się spełniona...masz swoje subiektywne poczucie szczęścia, sensu tego co robisz, zadowolenia z tego jak żyjesz, kim jesteś i co robisz. Twoje pasje nadają Twojemu życiu swoisty koloryt, kierunek i większy sens, czyniąc je jeszcze pełniejszym, bardziej wartościowym, co pozwala unikać stagnacji i pustki. I o to chyba chodzi w życiu. A marzenia ? Marzenia są naszym silnym motywatorem ukierunkowującym nasz rozwój osobisty, pomagającym definiować życiowe cele i aspiracje. Tyle, że życie czasem je koryguje...lubi sprowadzać nas na ziemię. :)
OdpowiedzUsuńPięknie to ujęłaś. Zgadzam się – ważne jest poczucie spełnienia i radości z tego, co robimy, a pasje i marzenia nadają życiu sens. Dziękuję za mądre słowa!
UsuńIwonko, jak widać urodziłaś się z tym darem, może gdyby Twoje życie inaczej się ułożyło, byłabyś wziętą projektantka ogrodów? Ale kto to mógł wiedzieć, że za naszego życia nastąpią tak wielkie zmiany... Ja zawsze chciałam być historykiem sztuki albo konserwatorem zabytków, a za namową rodziców poszłam na pielęgniarstwo. Jednak w sercu nadal mam miłość do sztuki i architektury, jak Ty do tworzenia wspaniałych kompozycji. Twoja piękna opowieść przypomniała mi moje dzieciństwo, które było pełne kwiatów, traw i szyszek i kasztanów. Kwiaty to był piękny ogród babci i cioci, które mieszkały w bliźniaku pod Warszawą. Tam się urodziłam i spędziłam pierwsze lata życia, poznałam i pokochałam kwiaty. Pamiętam jak dostałam burę od babci, bo obrywałam im same główki. Kiedy zamieszkaliśmy na Mazurach, mama zabierała mnie na łąkę, gdzie było niesamowite bogactwo kwiatów i traw, ścinałyśmy je nożyczkami, a mama robiła z nich bukiety. Mama nauczyła mnie patrzeć na rośliny i dostrzegać ich urodę, mówiła mi o tym, jak piękne są kłosy, kasztany, szyszki i jesienne liście. To mi zostało, przez całe życie uprawiałam roślinne zbieractwo i robiłam różne bukiety, żywe i suche. Nawet kiedy mieszkałam we Włoszech zbierałam i przywoziłam do domu szyszki piniowe a także sosnowe, które tam są inne niż te w Polsce, bardzo długie, czasem mają ponad 30 cm. Nadal mam ich pełne pudło, więc jest z czego robić świąteczne dekoracje. Serdecznie pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci za tak piękną opowieść! Twoje wspomnienia są naprawdę urocze i widać, że miłość do kwiatów i natury towarzyszy Ci od zawsze, zresztą jak mi. Cudownie, że te pasje przetrwały całe życie, nawet we Włoszech – Twoje szyszki piniowe brzmią niesamowicie! To piękne, jak dzieciństwo kształtuje nasze zamiłowania i inspiracje. Serdecznie Cię pozdrawiam i cieszę się, że mogłyśmy się podzielić tymi wspomnieniami!
UsuńZ zapartym tchem przeczytałam Twoja piękna opowieść, ja niestety nie mam takich wspomnień.Mieszkalam na wsi I pomagałam rodzicom w gospodarstwie,,a później wyjechałam do szkół jak to na wsi mówili.Skonczylam Technikum Kolejowe i znalazłam prace na kolei.Szkola była trudna,ale uczyłam sie z całej siły, bo na wsi nie było dla mnie bytu.Pozniej dołączyła do mnie siostra i też po kursie poszła do pracy na kolej .Miałyśmy bardzo odpowiedzialna pracę ponieważ odpowiadaliśmy za ruch pociągów na trasie Śląsk Port Północny. Teraz jestem na emeryturze i też mam mały ogródek. Pozdrawiam serdecznie.🌹❤️🤗
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci bardzo za podzielenie się swoją historią! Twoje wspomnienia pokazują ogromną siłę, pracowitość i determinację – naprawdę imponujące, jak wiele osiągnęłaś dzięki własnej ciężkiej pracy. Praca na kolei i odpowiedzialność za ruch pociągów to nie lada wyzwanie, a Wy z siostrą świetnie sobie z tym radziłyście. Ja również od kilku lat jestem na emeryturze i mam mały ogródek, więc doskonale rozumiem, jak przyjemnie jest cieszyć się takimi spokojnymi chwilami. Pozdrawiam Cię serdecznie i ślę moc uśmiechów! 🤗
UsuńKucharz to dobrze zarabia, zawsze chodzi najedzony — to solidny zawód.
OdpowiedzUsuńTwoi rodzice byli przynajmniej praktyczni. Pomimo Internetu i AI zawód kucharza nadal istnieje i wszystko wskazuje na to, że jeszcze długo będzie potrzebny. Zanim zniknie, pracę stracą raczej adwokaci, księgowi czy różnego rodzaju konsultanci, których część obowiązków już dziś da się zautomatyzować.
Będąc nastolatkiem, przeczytałem opowiadanie, w którym u pewnej rodziny pojawia się facet reperujący dziurawe garnki (bodajże był to druciarz). Gdy gospodyni wraz z gromadką dzieci z zainteresowaniem patrzy, jak pracuje, mówi do nich:
— Widzicie, to jest bardzo dobry zawód! Ludzie zawsze będą używali garnków i zawsze trzeba będzie je reperować. Może i wy powinniście pomyśleć o takim fachu?
Ciekawe, ilu druciarzy istnieje dziś w Polsce? Obawiam się, że jeśli powiem „zero”, to raczej się nie pomylę.
Ale nawet inne zawody, niegdyś bardzo cenione i doskonale płatne, kompletnie upadły. Około 30 lat temu miałem starszego klienta, który w Polsce był wysokiej klasy drukarzem — „Towarzyszem Sztuki Drukarskiej”, jak ich wtedy nazywano. Był to rzeczywiście prestiżowy fach, a doświadczeni drukarze zarabiali naprawdę dużo. Zapytałem go kiedyś, czy nie mógłby w Kanadzie pracować w swoim zawodzie.
— Dzisiaj dziesięcioletni dzieciak potrafi na komputerze zrobić lepsze rzeczy niż drukarz z czterdziestoletnim doświadczeniem — odpowiedział.
Mimo wszystko uważam, że warto rozwijać swoje pasje, nawet jeśli od początku wiadomo, że nie staną się intratnym zawodem. Można je traktować jako hobby albo zajęcie dodatkowe — bo przecież z czegoś trzeba żyć, a pasja nie zawsze musi być źródłem utrzymania.
I absolutnie zgadzam się z myślą, że życie nie polega na roztrząsaniu tego, czego nie możemy zmienić. Sam chciałem iść na medycynę, ale nie było to możliwe — i nigdy nie robiłem sobie z tego powodu wyrzutów. Być może dlatego tak chętnie czytam książki pisane przez lekarzy i pielęgniarki o ich pracy i codziennych przypadkach. Żyjemy jednak „tu i teraz”: przeszłości zmienić się nie da, przyszłość — owszem. Ciągłe rozpamiętywanie tego, co mogło być, a nie jest, bywa tylko ciężkim kamieniem u nogi, który bardzo utrudnia pójście do przodu.
UsuńBardzo ciekawie napisałeś i zgadzam się z wieloma Twoimi spostrzeżeniami. Faktycznie, zawody praktyczne, takie jak kucharz, często pozostają potrzebne niezależnie od technologii, bo ludzie zawsze będą jeść, korzystać z garnków czy potrzebować codziennych usług. Historia o druciarzu i o drukarzu doskonale pokazuje, że niektóre fachy znikają lub zmieniają się radykalnie, a nowe technologie naprawdę potrafią zmienić rynek pracy.
Podoba mi się też Twoje podejście do pasji – to prawda, że nie zawsze muszą stać się źródłem utrzymania, ale mogą dawać radość i sens w codziennym życiu. I oczywiście zgadzam się w 100% z myślą o życiu „tu i teraz” – rozpamiętywanie przeszłości naprawdę może tylko ciążyć, zamiast pomagać w działaniu.
Dziękuję za tę refleksję, było przyjemnie czytać tak przemyślany komentarz.
Hmm, Twoja historia przypomniała mi dzieje mojego taty. Otoż składał on papiery na elektryka, lecz jego mama zabrała jego świadectwo i złożyła podanie do Polskiej Żeglugi Morskiej. Wyobrażała sobie, że tato będzie zwiedzał świat, co było jej marzeniem. W rzeczywistości tato zwiedza conajwyżej porty...
OdpowiedzUsuńTata jako marynarz 2/3 roku spędza na morzu. Omijały go ważne wydarzenia z życia swoich dzieci. A moja mama praktycznie sama nas wychowała...
Dlatego rodzice - nauczeni doświadczeniem taty - nie wtrącali się moje i rodzeństwa życiowe wybory :)
Ale świetnie, że masz taką pasję od maleńkiego :) Jestem pewna, że poradziłabyś sobie w zawodzie bo masz do tego niezwykły talent! :)
Pozdrawiam serdecznie
To bardzo poruszające – szczególnie to, jak duży wpływ miały decyzje innych na życie Twojego taty i całej Waszej rodziny. Masz rację, takie doświadczenia potrafią nauczyć ogromnego szacunku do samodzielnych wyborów dzieci.
UsuńTym bardziej doceniam Twoje słowa wsparcia.Pasja od małego to wielki dar, ale jeszcze większym jest mieć odwagę, by za nią pójść. Twoje słowa bardzo mnie umocniły i dały mi dużo ciepła.
Realizacja pasji i marzeń z dzieciństwa to coś niezwykle wzruszającego. W dorosłym życiu często zapominamy o tym, co kiedyś sprawiało nam czystą radość, bo wchodzą obowiązki, presja i „ dorosły rozsądek”. A przecież to właśnie te dziecięce marzenia najczęściej mówią najwięcej o tym, kim naprawdę jesteśmy. Powrót do nich daje wielu osobom satysfakcję, ale też poczucie spełnienia. Nigdy nie jest za późno, by spełniać marzenia, które nosiliśmy w sobie od lat...
OdpowiedzUsuńDziękuję za ten komentarz. Trafnie oddaje to, jak łatwo w dorosłym życiu zagubić to, co kiedyś było dla nas naturalnym źródłem radości. Powrót do dawnych marzeń bywa ważnym momentem — pozwala lepiej zrozumieć siebie i odnaleźć poczucie sensu oraz spełnienia. Czas naprawdę nie musi być przeszkodą w realizowaniu tego, co nosimy w sobie od lat.
UsuńPiękne i trochę smutne zarazem. Pamiętam, jak - już w LO - wracałyśmy z moją przyjaciółką ze szkoły. Koło przychodni spotkałyśmy moją babcię, a nieco dalej mamę przyjaciółki. Stałyśmy tak we cztery, "dorosłe" rozmawiały o czymś, a my o czymś innym, między sobą. W pewnej chwili dobiegły moich uszu strzępy wypowiedzi babci: "...one jeszcze nie wiedzą, że marzenia się nie spełniają...". Zrobiło mi się potwornie smutno. Odzieranie z marzeń, odbieranie ich jest okrutne. Mnie odebrała je rzeczywistość "dorosła". Tobie wciąż udaje się je realizować i to jest piękne.
OdpowiedzUsuńDziękuję za to osobiste wspomnienie. Jest w nim dużo czułości, ale też prawdy, która potrafi zaboleć. To zdanie o niespełnionych marzeniach rzeczywiście brzmi jak coś, co potrafi odebrać nadzieję na długie lata. Dorosłość często uczy rezygnacji zamiast odwagi, a rzeczywistość bywa bezlitosna. Tym bardziej wierzę, że warto — nawet po czasie — spróbować coś z tych marzeń odzyskać, choćby w zmienionej formie. Jeśli ta historia dziś porusza, to znaczy, że one gdzieś w środku nadal są.
UsuńPięknie piszesz. Na szczęście teraz możesz realizować to, co lubisz. I robisz to z pasją, co widać.
OdpowiedzUsuńA u mnie, pod tytułem bloga, jest wklejka: "Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz, myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz" E. Hemingway. Ja jeszcze dodaję: "Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma"
I ja tego się trzymam. Mój zawód został mi narzucony przez matkę, wykonywałam go najlepiej jak mogłam, ale bez poczucia, że to jest to, co chcę w życiu robić. Teraz nareszcie mogę sobie robić to, na co mam ochotę.
Dziękuję za te słowa. To, co piszesz, jest bardzo prawdziwe — czasem dopiero później przychodzi moment, by żyć i robić coś naprawdę po swojemu. Ważne, że teraz możesz.
UsuńPrzeczytałam z przyjemnością i mnie też ogarnęła fala wspomnień... Ja od drugiego dnia w szkole chciałam być nauczycielką i nią zostałam. Rozumiem więc nutkę zawodu w Twoich słowach, bo nie mogłaś całe życie spełniać swoich pasji w pracy. I bardzo mi się podoba, jak pięknie tłumaczysz rodziców, bo Oni na pewno chcieli dla Ciebie jak najlepiej. Patrzę z podziwem na ludzi, którzy umieją tworzyć piękno, jak TY. Ja potrafię je ujrzeć, ale nie potrafię tworzyć z artyzmem. Dlatego tak miło się odwiedza twojego bloga (poza tym czytanie, jak ładnie piszesz po polsku jest dla mnie - zboczenie zawodowe ;-) - odpoczynkiem od wielu tekstów).
OdpowiedzUsuńP.S. Dopiero teraz, w 3 ćwierćwieczu życia, mam swój pokój. I też wiele lat mieszkałam w bloku, ale na szczęście miałam Babcię Bronię na wsi. Całusy :-*
UsuńCudownie czytać, że odnajdujesz się w moich słowach i że Twoja pasja do nauczania znalazła swoje miejsce w życiu. Twój talent do dostrzegania piękna jest ogromny – ja tylko staram się go pokazać na swój sposób.
I tak, Babcia Bronia i własny kąt to prawdziwe skarby dzieciństwa! Ściskam mocno! 😘
Nic nie dodam, ale coś jest w tych dziecięcych zabawach, że znajduje się czasem ich odbcie w życiu. Nie zawsze w takiej samej formie, ale ,,baza,, jest w dzieciństwie. Pięknie to opisałaś.
OdpowiedzUsuńJest Pani cudowną, wrażliwą osobą. Pani prace są wyjątkowe, ogród wspaniały.... Moja historia była podobna. Od dziecka kocham kwiaty i zwierzęta. Lubię wszelkie prace ręczne, rysowanie, szydełkowanie i szycie , zajęcia w ogródku. Najbardziej lubię dekorować, tworzyć nastrój. Szkołę dla mnie wybrała mama ( technikum ekonomiczne ). Kiedy mój mąż przeszedł na emeryturę, zrezygnowałam z pracy na etacie. Teraz pomagam mojej starszej córce w prowadzeniu małej pracowni artystycznej : szyjemy torebki, damskie akcesoria i robimy biżuterię z suszonych kwiatów ( własnoręcznie zbieranych) zalewanych w żywicy. Jeździmy na targi rękodzieła. Od 2 lat robię coś, co daje mi ogromną radość, po prostu spełniam się i realizuję. Działa to na mnie jak terapia zajęciowa ( wcześniej miałam stresującą pracę). I choć nie mam z tego żadnych korzyści materialnych , jestem bardzo szczęśliwa.
OdpowiedzUsuń