Gałąź, która przepowiedziała cud
Opowieść prawdziwa, zaczerpnięta z mojego życia
Pewnego dnia, w listopadzie 2021 roku, w mojej cichej pracowni powstała mała rzeźba dziecka z gałęzi. Była delikatna, krucha, jakby sama przyszła na świat. Tworzyłam ją myślami razem z większą rzeźbą – mamą, ludzkich rozmiarów, również utkaną z gałęzi.
Obie razem tworzyły całość, którą intuicyjnie nazwałam „Macierzyństwo”. Patrzyłam na nią i czułam dziwne ciepło w sercu – poczucie, że udało mi się ująć w gałęziach coś naprawdę żywego.
Zadowolona, z duszą pełną dumy, zaniosłam moją pracę do kuchni. Chciałam pochwalić się nią mojej córce i przyszłemu zięciowi.
– Spójrzcie, co dzisiaj zrobiłam z gałęzi – powiedziałam, nieśmiało uśmiechając się.
I wtedy… wybuchnęli śmiechem: ha, ha.
Zamarłam. Stałam jak wryta, czując, jak serce zaczyna mi walić, a w głowie wirują tysiące myśli: „Czy zrobiłam coś źle? Czy może dziecko wyszło nie takie, jak powinno? Czy nie powinnam w ogóle pokazywać tego światu?”
Właśnie wtedy usłyszałam ciche, ciepłe słowa:
– Mamo… mamy dla Ciebie prezent.
Podali mi małe, złote pudełko. Na jego wieku lśniła złota kokarda. Serce zaczęło mi bić tak mocno, że bałam się je poczuć w piersi. Ręce lekko się trzęsły, gdy powoli unosiłam wieko… i w środku zobaczyłam zdjęcia USG.
Na moment świat zniknął. Wszystko – śmiech, światło, gałęzie, pracownia – uległo wymazaniu. Serce wypełniła mi fala niewypowiedzianej radości, szczęścia, miłości, strachu i nadziei jednocześnie. Łzy same popłynęły, gorące, słone, bez ostrzeżenia. Nie mogłam wydobyć z siebie słowa, dławiłam się wstrzymanym oddechem. Wtedy dowiedziałam się, że na tym świecie pojawi się kolejny wnuk – jeszcze nie wiedzieliśmy, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka.
Do dzisiaj przechowuję to złote pudełko wraz z jego zawartością. Czasem je otwieram i znów czuję tamten moment – radość, zachwyt, strach i nadzieję, które wtedy wypełniły całe moje serce. To pudełko jest dla mnie jak mały skarb, symbol życia, które potrafi zaskakiwać i czynić cuda.
To była jedna z tych chwil, które zostają w człowieku na zawsze. Moment, w którym wszystko nagle nabiera sensu, kiedy życie przypomina Ci, jak piękne potrafi być i jak kruche jednocześnie.
Piszę o tym, bo wszystko zaczęło się od rękodzieła – od gałęzi, z których powstało coś, co nieświadomie stało się zapowiedzią nowego życia. Ten dzień, te chwile… zostaną ze mną na zawsze.
Ten tekst dedykuję mojej córce – za chwilę, która stała się cudem.❤️🤱
Pozdrawiam serdecznie, Iwona 🧑🌾
Przepiękna, wzruszająca historia.
OdpowiedzUsuńPrzepiękna gałązkowa rzeźba!
Bardzo dziękuję! Cieszę się, że historia i rzeźba wzbudziły emocje – to dla mnie najważniejsze, gdy praca potrafi poruszyć odbiorcę.
UsuńKIedy tworzyłaś tę przepiękną rzeźbę otworzyłąs się Twoja podświadoma intuicja, która zainspirowała do takiej tematyki właśnie. Twoja rzeźba i to co się później wydarzyło świadczy o tym, że nie przypadków. Ta historia powstania rzeźby i dalszy jej ciąg przedłużony życiem - to jest wspaniałe!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Bardzo dziękuję, Bogusiu! Cieszę się, że historia rzeźby i jej dalsze losy tak Cię poruszyły. Czasem rzeczywiście podświadomość prowadzi rękę, a kiedy praca zaczyna żyć własnym życiem – to naprawdę magiczne doświadczenie.
UsuńPozdrawiam Cię serdecznie! 🌿