Wierzbowy uśmiech 🌿🐴
Mam na imię Iwona i od zawsze coś tworzę. Jednak prawdziwa pasja do rękodzieła rozkwitła we mnie dopiero po pięćdziesiątce. Teraz mogę realizować projekty, które kiedyś wydawały się niemożliwe, a każda moja praca, nawet najmniejsza, powstaje z serca i własnych rąk. Dlatego dzielę się nimi na blogu i Facebooku — z nadzieją, że wniosą trochę radości i inspiracji do czyjegoś dnia.
Pewnego dnia, zupełnie niepostrzeżenie, w mojej wyobraźni pojawił się koń.
Nie było fanfar ani tętentu kopyt — to była spokojna myśl, która przysiadła mi w głowie gdzieś pomiędzy kubkiem herbaty a spojrzeniem w ogród. I choć wyglądała niewinnie, bardzo szybko okazało się, że nie zamierza odejść, dopóki nie dostanie kształtu, nóg i… charakteru.
Nie zastanawiałam się więc, czy powstanie, tylko jak duży się zrobi. Moją największą obawą nie było samo wykonanie, lecz to, czy zdołam wynieść go z pracowni, zanim urośnie do rozmiarów sugerujących potrzebę bramy garażowej. 😅 Wolałam uniknąć akcji pod hasłem „Koń utknął na klatce schodowej”, choć przyznaję — sąsiedzi mieliby co wspominać.
Trzeba było więc podejść do sprawy rozsądnie, łącząc w sobie artystę, konstruktora i specjalistę od manewrowania w ciasnych przestrzeniach. Wszystko musiało się zmieścić w zakrętach, pod sufitem i pomiędzy balustradą a moim ulubionym wazonem. Klasyczny dylemat twórczy: czy koń zmieści się w mieszkaniu?
Od pierwszej gałązki do ostatniego zaplecenia minęło zaledwie dziesięć dni. Tempo było zaskakująco szybkie — jakby koń miał własny harmonogram i delikatnie mnie poganiał. Z każdą godziną nabierał kształtów i coraz wyraźniej dawał do zrozumienia, że już wolałby bryknąć na zewnątrz.
Ogromną radość sprawiło mi wsparcie znajomych ogrodników. Zamiast zdziwionych spojrzeń pojawił się entuzjazm i konkretna pomoc. Do wyplatania konika poszła naprawdę duża ilość witek wierzby płaczącej — materiału idealnego do plecenia: elastycznego, wdzięcznego i bardzo współpracującego. A przy okazji — doskonałego pretekstu do śmiechu.
Bo mój koń… uśmiecha się. 😄
I to jak! Szeroko, dumnie, z pełną świadomością własnego uroku. Jego zęby powstały z brzozowej kory — naturalnie jasnej, bez fluoru, za to z dużą dawką osobowości. Przyznam szczerze: robiąc je, śmiałam się sama do siebie jak koń do owsa.
A żeby mieć pewność, że mój koń pozostanie uśmiechnięty nawet w razie „katastrofy zębów”, wykonałam mu dodatkową protezę — na wszelki wypadek, gdyby ktoś przypadkowo uszkodził jego brzozowe zęby. 😂
Największym wyzwaniem była budowa stelaża — trzeba było zadbać o proporcje, stabilność i o to, by koń nie przypominał dalekiego kuzyna osła po trudnych doświadczeniach życiowych. Stalowe pręty i cienki drut wiązałkowy dzielnie trzymały formę — choć momentami miałam wrażenie, że drut próbuje negocjować warunki współpracy. 😁
Samo plecenie było już czystą przyjemnością… przynajmniej do chwili, gdy utknęłam wśród gałęzi i wyglądałam jak dryada po przeprowadzce. Ale właśnie wtedy koń najbardziej ożywał — z każdą kolejną warstwą stawał się coraz bardziej „sobą”. W pewnym momencie byłam niemal pewna, że na mnie zerknął. Albo mrugnął. Albo po prostu byłam na lekkim wierzbowym haju. 🌿😄
A żeby urozmaicić ogród jeszcze bardziej, wykonałam także rzeźbę amazonki z wierzby. Wyprostowana, z dumną postawą, prowadziła konia za lejce, jakby spacerowali razem po ogrodzie. Na głowie miała czapkę dżokejkę — również wykonaną z wierzby — co dodawało całej scenie lekko humorystycznego, a zarazem szlachetnego charakteru. Razem tworzyli prawdziwie magiczną parę wierzbowych postaci, które wyglądały, jakby zaraz miały ruszyć w galop po trawniku. 😉
I właśnie za takie momenty kocham tworzyć. Kiedy z kilku gałązek, kory brzozy, odrobiny drutu i całego serca powstaje coś, co nie tylko cieszy oko, ale też wywołuje uśmiech — wiem, że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam być.
A koń? Trzyma się znakomicie i z anielską cierpliwością czeka na swoje nowe miejsce przed domem. W sezonie 2026 będzie oficjalną ozdobą ogrodu — gotowy, by przyciągać spojrzenia, wywoływać uśmiechy i udowadniać, że wierzba też potrafi galopować. 🌿🤣
To nie tylko dekoracja — to wspomnienie, które powraca do ogrodu, ożywiając przestrzeń i przypominając radość tworzenia w każdej gałązce.
Pozdrawiam Was serdecznie — niech Wasze dni będą pełne radości, kreatywności i poczucia humoru!
Dzień dobry Iwonko! Chciałam tylko napisać, że jestem, ale nie wytrzymię i MUSZĘ napisać, że uśmiech tego kunika jest dla mnie jak lekarstwo - tyle mi dał radości. A żem chora i muszę leżeć (powikłanie po grypie), więc taka dawka optymizmu bardzo mi się przyda! Ta dziewczyna też jest piękna, stąpa tak lekko i z wdziękiem... Dziękuję bardzo, zmykam do madejowego loża :-*
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za tak miłe i ciepłe słowa.
UsuńCieszę się ogromnie, że uśmiech kunika mógł dodać Ci radości i choć na chwilę poprawić samopoczucie — to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Dbaj o siebie, odpoczywaj i wracaj spokojnie do zdrowia.
Przesyłam dużo dobrej energii i życzę, aby każdy dzień przynosił choć odrobinę lepszego samopoczucia.
Serdecznie pozdrawiam i ściskam.
Genialne! Konik i dżokejka /dżokejka to specyficzna czapeczka, ale jak nazwać kobietę- dżokeja?!…/- kapitalna para.Jesteś bardzo zdolna. Nie myślałaś o jakiejś wystawie i ew. sprzedaży swoich prac?
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za tyle ciepłych słów i uważność.
Usuń„Dżokejka” rzeczywiście potrafi namieszać — niech więc zostanie po prostu dżokejka i konik 😁🏇
Co do wystawy i sprzedaży… myśl gdzieś tam się czasem pojawia, ale na razie najważniejsza jest dla mnie sama radość tworzenia i możliwość dzielenia się tym tutaj. Kto wie, co przyniesie czas. Dziękuję raz jeszcze — takie komentarze naprawdę dodają skrzydeł 🥰
Cała ta gałęziowa instalacja robi ogromne wrażenie! Tym bardziej doceniam Twoje rękodzieło, bo to nawet nie rękodzieło - to dzieło sztuki! Myślę podobnie jak BBM - jakaś wystawa, to byłoby to.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Popatrzyłam na pierwsze zdjęcie i wszystko się we mnie uśmiechnęło. A potem już chichotałam. Nie tylko super tworzysz, ale i kapitalnie opisujesz cały proces twórczy. A koń i amazonka? To się nazywa rękoDZIEŁO. Podziwiam. Tym bardziej, że doskonale uchwyciłaś proporcje i konia, i amazonki. Nic tu nie tchnie dyskomfortem w patrzeniu, wszystko emanuje gracją oraz Twoim talentem. Przeczytałam, że komentarze dodają Tobie skrzydeł i wiesz co? A może do pary przydałby się Pegaz? Miłych chwil:)
OdpowiedzUsuń