Z pamiętnika Mistrzyni od Patyków. Dlaczego wiek to tylko liczba, a gałęzie nie lubią ogniska

Mam 65 lat, a wciąż czuję w sobie ogromną chęć tworzenia – i to taką, że czasem sama za sobą nie nadążam. Chcę robić więcej, lepiej, inaczej, a pomysłów ciągle przybywa.

Ostatnio ktoś mnie nawet nazwał „mistrzynią od patyków”. Przyznam, że najpierw się roześmiałam, a potem pomyślałam… coś w tym jest! Bo u mnie zwykłe gałęzie, patyki i inne „leśne skarby”, zamiast trafiać na ognisko, dostają drugie życie.

Tym razem nowe życie otrzymała wiolonczela, którą stworzyłam z gałęzi wierzby płaczącej. Pomalowałam ją farbą w sprayu na kolor różowy, bo – jak wiadomo – w tym roku mój ogród ma właśnie taki cukierkowy klimat.


Lubię tę swoją twórczą nieprzewidywalność. Jednego dnia mam w głowie małą ozdobę, a drugiego kończy się na tym, że cała rodzina patrzy i pyta: „To tak miało wyglądać?”. A ja z pełną powagą odpowiadam, że oczywiście – dokładnie tak!

Wiem, że jedyną rzeczą, która może mnie zatrzymać, jest zdrowie. Dlatego staram się korzystać z każdego dnia, każdej chwili i każdej inspiracji, jaka się pojawi. Bo kiedy człowiek tworzy, to tak naprawdę trochę zatrzymuje czas.Czasem śmieję się, że moje ręce same wiedzą, co robić, nawet jeśli głowa jeszcze nie zdążyła tego wymyślić. I chyba właśnie w tym tkwi cała radość – w tej odrobinie chaosu, fantazji i spontaniczności. 

Bo wiek to tylko liczba, a „patyki” – jak się okazuje – potrafią stworzyć w moim ogrodzie prawdziwą bajkę. 

Z pozdrowieniami, 
Iwona 🥰 🩷 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Choinka mimo wszystko

2025: rok próby, miłości i siły

🌾 Makówka z wierzby płaczącej — lekka jak koronka