Posty

Zimowe marzenia o wiośnie🌸

Obraz
Za oknem zima. Ogród zmarznięty, cichy i nieruchomy. A ja siedzę w swojej pracowni i myślę o tym, jak będzie wyglądał w tym roku. Postanowiłam, że powstanie ogród cukierkowy. Pełen jasnych kolorów, miękkich różów, delikatnych fioletów..... Taki trochę jak z bajki. Nie mogę się już doczekać wiosny. Tego momentu, kiedy wyjdę na zewnątrz i zacznę sadzić pierwsze rośliny. Kiedy będę siać nasiona z nadzieją, że wszystko pięknie wyrośnie. Czekam na zapach świeżo skoszonej trawy i na widook równych, zadbanych grządek. A potem przyjdzie czas na dekoracje. Ustawię moje damy z gałęzi. Pojawią się wielkie, przerysowane kwiaty, dzwonki i inne ozdoby, które dodadzą ogrodowi lekkości i odrobiny fantazji. Wczoraj, żeby choć trochę przybliżyć tę wiosenną atmosferę, zrobiłam kilka zdjęć. Chciałam pokazać moje postacie z gałęzi — delikatne, ażurowe, już gotowe, by w przyszłości zamieszkać w ogrodzie. Na razie jednak mogę tylko planować i marzyć. Zimą zosta...

Mały strażnik ogrodu i serca

Obraz
Dziś jest Dzień Kota. Choć mojego Kajtka nie ma już obok mnie, wciąż czuję, jakby cichutko przechadzał się po mieszkaniu. Czasem wydaje mi się, że zaraz wskoczy na parapet i będzie obserwował świat za oknem, a wieczorem zwinie się w kłębek tuż obok mnie, mrucząc tak, jak tylko on potrafił. Kajtek odszedł, ale miłość do niego została — spokojna, ciepła i wierna. Uwielbiał ogród. Gdy tylko uchylałam drzwi, z gracją przekraczał próg i ruszał między trawy, jakby to było jego własne, zielone królestwo. Słońce odbijało się w jego oczach, a on z ciekawością obserwował każdy ruch liści i każdy szelest w krzakach. Potrafił godzinami wylegiwać się na ciepłej ziemi, wsłuchany w śpiew ptaków, spokojny i szczęśliwy. Lubił też, gdy robiłam mu zdjęcia. Gdy tylko brałam do ręki aparat albo telefon, jakby wiedział, że to jego moment. Ustawiał się bokiem, przekrzywiał lekko głowę, a w jego spojrzeniu pojawiała się ta szczególna iskra. Naprawdę kochał kamer...

Serca utkane z natury

Obraz
Walentynkowe serduszka od lat są jednym z najbliższych memu sercu motywów moich prac. Tworzę je z najróżniejszych materiałów, w rozmaitych kolorach, fakturach i odsłonach – zawsze jednak z tego, co ofiaruje natura: z darów łąk, ogrodu i leśnych spacerów. Każde z nich jest jak ciche wyznanie – odbicie mojej duszy, a przede wszystkim serca, które raduje się na widok tego, co z tych prostych, naturalnych skarbów potrafi powstać. Bo choć są to tylko rośliny, kwiaty, trawy czy szyszki, w moich dłoniach nabierają innego znaczenia. Stają się symbolem ciepła, wdzięczności i miłości do świata, który mnie otacza. Te naturalne serca mają w sobie niezwykłą moc. Poprawiają nastrój nie tylko mnie, ale i moim bliskim – rodzinie, przyjaciołom, każdemu, kto na nie spojrzy. Wnoszą do domu i ogrodu niepowtarzalny klimat – odrobinę magii, romantyzmu i spokoju. Sprawiają, że przestrzeń st...

Małe cuda codzienności

Obraz
Był rok 2020. Miałam wtedy włosy do ramion, ciemne i gęste, które miękko opadały na ramiona i plecy. W domu panowała spokojna codzienność. Towarzyszyli mi moi wierni przyjaciele: pies Rudy, zawsze czujny i oddany, oraz Kajtek, kot pełen figlarności, który potrafił rozświetlić najbardziej zwyczajny dzień swoją obecnością. To wtedy wpadłam na pomysł stworzenia czegoś wyjątkowego. Wzięłam wierzbowy kapelusz i klej na gorąco, a następnie przyklejałam do niego kwiaty hortensji. Każdy płatek przyklejał się z lekkim oporem, a ja czułam, że zostawiam w tym trochę siebie – spokój, radość i czułość. Praca nad kapeluszem szła powoli, ale sprawiała mi radość. Kiedy był gotowy, patrzyłam na niego z zachwytem. Mały przedmiot, a dawał tyle radości. Zrobiłam też kosz – najpierw z drutu, który nadawał mu kształt, a potem opleciony winobluszczem. Praca wymagała cierpliwości, ale kiedy spojrzałam na gotowy kosz, poczułam dumę. Kosz przetrwał do dziś i wygląda dokładnie...

Małe zwycięstwo

Obraz
Wczoraj zrobiłam wianek. Z suszonych kwiatów, na prostym słomianym podkładzie. Niby drobiazg, a jednak kosztował mnie więcej niż zwykle. Czas płynął inaczej, dłonie szybciej się męczyły, myśli częściej uciekały. Każdy ruch wymagał skupienia, każda chwila — zgody na własne tempo. Były momenty, w których chciałam się zatrzymać. Ale nie zatrzymałam się. Zostałam. Dokończyłam. Wplotłam trawę pampasową, fioletowy zatrwian i czarnuszkę. Kwiaty były delikatne, kruche, jakby rozumiały, że tego dnia trzeba obchodzić się z nimi szczególnie czule. Kiedy spojrzałam na gotowy wianek, poczułam ciche zdziwienie i wdzięczność — wyszedł naprawdę nieźle. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że moje dłonie nie zawsze chcą mnie słuchać. Neuropatia sprawia, że czasem palce gubią swoje miejsce i muszę im pomóc, jakby zapomniały drogi, którą znały przez całe życie. Nazwa tego wianka przyszła mi do głowy niemal od razu. „Małe zwycięstwo” — bo powstał mimo bólu, mimo słabości, mimo zmęczenia, które cor...

Suknia z wierzby

Obraz
Pierwszą suknię zrobiłam z wierzby płaczącej. Tak, dobrze czytasz — z wierzby. Był 2 września 2016 roku i, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, ile dokładnie zajęło mi jej wykonanie. Zegary w mojej pracowni po prostu nie istnieją, kiedy w grę wchodzi wena i trochę szaleństwa. Wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie, podczas spaceru z psem. W okolicy torowiska wycinali ogromne drzewa, a ja, jak to ja, spojrzałam na leżące gałęzie i pomyślałam: „Hej, może by tak zrobić z tego coś fajnego?”. Podeszłam, zapytałam, czy mogę wziąć kilka witek wierzby i… dostałam zielone światło. Patrząc na te sterty gałęzi, pomyślałam: „No dobra, skoro wierzby tyle, to czemu by nie zrobić sukni?” I tak powstał plan. Najpierw powstał stelaż z cienkiego drutu wiązałkowego. Jeden milimetr grubości — czyli mniej więcej tyle, ile wytrzyma moja cierpliwość w trudnych chwilach. Nie powiem, było trochę kłopotów, trochę przekleństw pod nosem, ale w końcu stelaż stanął i wyglądał całkiem solidnie.😂 A potem ...

Tam, gdzie kwitną moje marzenia

Obraz
To opowiadanie jest prawdziwą historią, opartą na moich własnych wspomnieniach i doświadczeniach. Jako mała dziewczynka mieszkałam w bloku, w niewielkim, ciasnym mieszkaniu. Każdy kąt wypełniony był codziennym zgiełkiem życia rodzinnego, a ja, pomiędzy obowiązkami i zabawami, odnajdywałam swoją małą oazę w pokoiku pełnym papieru, wstążek, resztek materiałów… i kwiatów.  Często wracałam ze spacerów z bukietem polnych kwiatów – stokrotek, niezapominajek, chabrów – które starannie układałam w drobne kompozycje. Każdy bukiet był dla mnie małym dziełem sztuki, wyrazem radości i zachwytu nad światem. Większość moich prac lądowała w koszu – bo była zbyt mała, za mało doskonała, albo po prostu nie miała „praktycznej wartości” dla moich rodziców. A mimo to moja pasja nie słabła. Każdą wolną chwilę spędzałam w swoim pokoiku, zatopiona w układaniu kwiatów, robieniu dekoracji i tworzeniu czegoś, co dawało mi poczucie szczęścia i sensu. Rodzice patrzyli na mnie z mieszanką zdziwieni...